Posts Tagged With ‘natura&8217


Będzie bolało

W filmie Largo Winch 2 jest  taka scena, w której w apartamencie hotelowym przebywa matka z synkiem w wieku pewnie 3-4 lat. W jednym pokoju dziecko ogląda telewizję, a w drugim matka zostaje zamordowana. Dziecko w pewnym momencie orientuje się, że dawno nie widziało mamy i zaczyna chodzić po apartamencie wołając ją. Na początku spokojnie, z czasem coraz rozpaczliwiej. Oglądając tę scenę z Żoną jakieś pół roku po urodzeniu syna, oboje ledwo powstrzymaliśmy szloch. Długo potem jeszcze nie mogłem się z niej otrząsnąć. Po prostu odkąd urodził się Franek jakakolwiek myśl o krzywdzie dziecka jest dla nas nie do zniesienia.
Co dopiero myśl o krzywdzie naszego własnego syna. Gdy coś mu się stanie i robi tę charakterystyczną dla dzieci podkówkę – znak wielkiego smutku i wielkiej krzywdy, która go spotkała – po prostu uginają się pode mną nogi i czuję, że mógłbym zrobić wszystko, by oszczędzić mu bólu i cierpienia.


Rewolucja!

Rozpoczynając swoją przygodę z rodzicielstwem, warto, moim zdaniem, przeczytać przynajmniej jedną książkę. Z pewnością warto czytać ich więcej (choć nie polecam opierania swoich rodzicielskich wyborów wyłącznie na radach z niezliczonych dostępnych na rynku poradników), ale jeśli ktoś miałby przeczytać tylko jedną książkę o wychowaniu dzieci, to zdecydowanie zachęcałbym, by było to „W głębi kontiunuum”  Jean Liedloff.

Tytuł jest – jak dla mnie – niezachęcający, ale książka jest niebywała i zdecydowanie, każdy rodzic z naszego kręgu kulturowego powinien się z nią zapoznać. Jest to po prostu lektura, która otwiera nam oczy na to, czym stało się chowanie i wychowanie dzieci w  porównaniu z tym, czym powinno być w stanie – nazwijmy to  – naturalnej równowagi.

W głębi kontinuum okładka

Okładka „W głębi kontinuum” ze strony wydawcy

Autorka spędziła pewien czas w amazońskiej dżungli żyjąc z plemieniem Indian Yequana i obserwując ich sposób życia, a zwłaszcza opieki nad dziećmi. Dowiadujemy się, jak zapewne wyglądało wychowanie dzieci w stanie naturalnym – czyli stanie najbardziej dostosowanym do psychofizycznych uwarunkowań rozwoju człowieka.

„W głębi kontinuum” jest dla nieprzygotowanego czytelnika wstrząsającą lekturą. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wszyscy nasiąknęliśmy różnymi przekonaniami na temat tego, co się robi a czego się nie robi z dzieckiem. Dopiero po zetknięciu z koncepcjami opisanymi w tej książce, może sobie Czytelnik uświadomić, jak głęboko osadzone są w nas różne – w istocie absurdalne – założenia dotyczące wychowania dzieci.

Do wielu myśli przekazanych we „W głębi kontinuum” pewnie będę jeszcze w kolejnych wpisach wracał, ale poniżej przedstawię kilka najważniejszych moim zdaniem wniosków:

Łatwo jest „W głębi kontinuum” ośmieszyć i zlekceważyć. Książka została napisana w Stanach Zjednoczonych w latach siedemdziesiątych XX w. Dominował tam wtedy, z tego co wiem (niestety nie mogę teraz znaleźć źródła tej informacji), mocno „betonowy” model wychowania – „niech dziecko wypłacze się w łóżeczku” itp. Książka stanowiła więc wezwanie do rewolucji. Do całkowitego przedefiniowania podejścia do wychowania dzieci. Jak każde wezwanie do rewolucji, książka jest w wielu miejscach przesadzona. Autorka wiele swoich hipotez dotyczących tego jakie szkody przynoszą nowoczesne, „cywilizowane” sposoby wychowania, przedstawia jako pewne twierdzenia, bez ich należytego udowodnienia. Czasem zaś podane przez nią recepty nie dadzą się wprost przenieść z realiów amazońskiej dżungli do wielkiego miasta – czego autorka zdaje się nie zauważać.  W szczególności dotyczy to ostatniego z wymienionych przeze mnie wyżej punktów – instynktu samozachowawczego.

Nie powinien jednak Czytelnik zbywać tej książki stwierdzeniem  że to dzieło wariatki, która każe rodzicom kochać się przy dziecku i zostawiać je samo na skraju przepaści. Pozostawiając rozsądnej ocenie konkretne rady czy koncepcje, bardzo ważne jest, moim zdaniem, by przyswoić sobie ogólne wnioski płynące z tej książki. Przede wszystkim, to, że człowiek w wyniku ewolucji został ukształtowany tak, by dziecko – mały człowiek – sprawnie i płynnie włączało się w bieg życia wspólnoty, w której przyszło na świat bez konieczności stosowania stosu środków technicznych i farmakologicznych oraz technik zaczerpniętych z tresury zwierząt.  „W głębi kontinuum” uczy jak proste i przyjemne mogłoby być wychowanie, gdybyśmy nie nagromadzili w ostatnich – na oko dwóch – wiekach wielu bezsensownych i błędnych przekonań i praktyk. Rewolucja do której wzywa autorka, to przede wszystkim rewolucja polegająca na odrzuceniu bezrefleksyjnego powielania przyjętych w dzisiejszym społeczeństwie wzorców wychowania. Lektura obowiązkowa!