Szczepienia

Nie powstrzymam się, by nie napisać kilku słów na temat szczepień. To temat, który ostatnio bardzo silnie polaryzuje opinię publiczną. Jak zresztą prawie każdy temat dotykający dzieci, budzi bardzo silne emocje. I mam wrażenie, że gdzieś w tej dyskusji gubi się rozsądek i empatia.

Zdecydowaliśmy się szczepić Franka i Łucję wszystkimi obowiązkowymi szczepieniami, ale bez jakichkolwiek dodatkowych. Czy jesteśmy pewni tej decyzji? Nie. Podjęliśmy ją pełni wątpliwości i z naprawdę ciężkim sercem. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to dobra decyzja i bardzo się boję, że robię swoim dzieciom krzywdę. Nawet w pewnym momencie – przestraszeni poszczepienną reakcją – odwlekliśmy kolejną dawkę szczepień Frania, choć ostatecznie zdecydowaliśmy się je wykonać.

Skąd w nas te wątpliwości? Zacznijmy od tego, że nie wierzę w ekspertów. Uważam, że chorobą naszej debaty publicznej jest fetysz ekspertów. Media używają do komentowania wszystkiego „fachowców”, którzy mówią, jak jest, nie argumentując swoich poglądów. Do tego wmawia się nam, że większość spraw dotyczących życia publicznego wymaga jakiejś tajemniczej eksperckiej wiedzy, by móc się w nich rozeznać. Jak dla mnie nie ma ekspertów, są tylko argumenty. W przytłaczającej większości spraw da się przy odrobinie wysiłku pozyskać i przekazać wystarczającą ilość podstawowej wiedzy, by każdy mógł wziąć udział w racjonalnej dyskusji i wyrobić sobie zdanie na temat jakości używanych argumentów. A dyskutować – by miało to sens – należy właśnie z argumentami, nie z opiniami. Jeśli ktoś kilka razy z rzędu przedstawi w jakiejś dziedzinie sensowne argumenty, być może w uznaniu zasług nazwę go ekspertem, ale to nie zmienia faktu, że w czasie kolejnej dyskusji znów będą się liczyły tylko argumenty. Już eksperyment Milgrama pokazał, że obecność eksperta wyłącza myślenie. A myślenie to dobra rzecz.

Problem jest taki, że o ile w dziedzinie ekonomii, prawa a nawet budownictwa jestem w stanie przy rozsądnej dozie wysiłku zgromadzić podstawową wiedzę, by móc ocenić siłę poszczególnych argumentów i wyrobić sobie własne zdanie, to w przypadku medycyny tak nie jest. Mam poczucie, że jest to tematyka, której po prostu bez lat studiów nie sposób zgłębić na poziomie umożliwiającym rzeczową dyskusję. Nie jestem więc w stanie na równych prawach wziąć udział w dyskusji o tym, czy szczepienia, są dobre, czy nie.

Na pewno jednak nie oznacza to, że ślepo zaufam lekarzom. Jest taki żart – „gdy pomyślę sobie, jakim jestem inżynierem, boję się pójść do lekarza”. Nie ma przesłanek, by sądzić, że wśród lekarzy jest znacząco mniej ludzi niekompetentnych, leniwych, intelektualnie miałkich lub podatnych na korupcję, niż w innych grupach zawodowych. Nie widzę żadnego powodu, by ufać komuś tylko dlatego, że jest lekarzem. Po prostu – z opisanych wyżej względów – lekarza stosunkowo trudno jest złapać na niekompetencji. Zdarzało mi się jednak słyszeć wygłaszane przez lekarzy z pozycji ich lekarskiego autorytetu argumenty, co do których mogłem stwierdzić, że są bzdurne (np. neurolog, która usłyszała, że nosimy Franka głównie w chuście stwierdziła: „ojej, a ja mam pacjentkę, która też była noszona w chuście i teraz ma problemy” Tak? A ile ma pani pacjentów, którzy jeździli w wózkach i maja jakieś problemy?). Zakładam więc, że zdarza im się to także, gdy nie jestem w stanie bzdury wyłapać. Nie mogę więc stwierdzić, że szczepienia nie są szkodliwe, bo tak mówią lekarze.

Nie dałbym też złamanego grosza za uczciwość i odpowiedzialność koncernów farmaceutycznych, które sprzedają nam szczepionki, ani za państwową kontrolę, której rzekomo podlegają. Nie chodzi o jakieś teorie spiskowe – nie sądzę, by gdzieś na istniała grupa ludzi, którzy zacierając ręce decydują się świadomie sprzedawać truciznę by mnożyć zysk. Zło wkrada się w nasze życie znacznie subtelniej. To zazwyczaj jest splot lekkomyślności, cynizmu, lenistwa i naiwności różnych ludzi i nawarstwiających się drobnych złych decyzji, których potem nikt nie ma odwagi odkręcić, bo są już faktem dokonanym. To wszystko podlane potężnym lobbingiem, który jest w stanie narzucić określoną narrację utrudniającą rzeczową dyskusję.

Tak się składa, że przez kilka lat z racji wykonywanej pracy mogłem z bliska obserwować działania potężnej grupy interesów z zupełnie innej branży. I widziałem, jak w imię własnego zysku (zysku bardzo wąskiej grupy ludzi) grupa ta niszczyła i niszczy życie tysięcy zwykłych ludzi przy wsparciu aparatu państwa i poklasku mediów, które nie są w stanie dostrzec i przedstawić prawdziwego obrazu sytuacji. Nie, nie jestem w stanie zaufać wielkim korporacjom z branży farmaceutycznej. Potężne pieniądze, które stoją za tego rodzaju biznesami są w stanie zdziałać naprawdę cuda z opinią publiczną. Polecam np. lekturę artykułu na temat tego, jak to w imię „bezpieczeństwa” drogi i ulice przestały służyć pieszym a zaczęły samochodom. Jeśli zaś chodzi bezpośrednio o branżę farmaceutyczną, to o części patologii z nią związanych tak naprawdę wszyscy wiemy, ale jakoś nie jesteśmy w stanie nic z nimi zrobić – np. fakt, że w Stanach Zjednoczonych te firmy wydają więcej pieniędzy na marketing, niż na badania i że na potęgę korumpują lekarzy (więcej na ten temat w świetnym materiale Johna Oliviera). Z naszego podwórka, na naszej stronie facebookowej zżymałem się ostatnio na podłą i manipulatorską reklamę Johnson & Johnson.

Nie wiem też jednak, czy mogę ufać drugiej stronie barykady. W historii mogliśmy zaobserwować wiele ruchów, które sprzeciwiały się postępowi technicznemu w imię jakichś irracjonalnych lęków i ruch antyszczepionkowy faktycznie może czasem te ruchy przypominać. Z drugiej strony część jego haseł nie brzmi nierozsądnie – najbardziej przemawia do mnie ta grupa argumentów, która mówi o tym, że być może długofalowo dla pojedynczych dzieci i całej populacji lepiej jest, byśmy przechodzili niektóre choroby wieku dziecięcego. Ale nie wiem – z powodów opisanych wyżej nie jestem w stanie ocenić tych argumentów.

Jednego jestem pewien – nie ma we mnie zgody na kampanię nienawiści przeciwko rodzicom, którzy zdecydują się na jedną lub drugą opcję. My zdecydowaliśmy się szczepić, ale jestem pełen zrozumienia dla rodziców, którzy nie zdecydowali się na ten ruch. I nie jestem w stanie zrozumieć, skąd w wielu dziennikarzach, blogerach, zwykłych komentujących tyle pewności co do kwestii szczepień, by pozwolić sobie na nienawiść i pogardę względem nieszczepiących.

Mam jednak swoje podejrzenia. Poza nutą farmaceutycznego lobbingu, którą wyraźnie słychać w tym proszczepionkowym (a raczej anty-antyszczepionkowym) szumie, przebija się jeszcze jeden silny motyw: lęk przed śmiercią. Śmierć – nasza własna, bliskich – jest tak nieoswojona w naszej kulturze, że jesteśmy w stanie ślepo chwycić się każdej podsuwanej nam nadziei na jej wyeliminowanie z naszego życia. Zapłacimy każdą cenę, byleby nam ktoś powiedział, że uchroni nas przed śmiercią. Tą ceną może być nawet wolność, zdrowie i rozsądek.

Tymczasem śmierć – niestety – jest i będzie obecna w naszym życiu. Jest tak samo realna, jak sen, którego doświadczamy codziennie. Nie da się przed nią uciec. Nie ma sensu próbować odsuwać ją od siebie bez końca. Nie ma sensu oddawać wszystkiego, co mamy w życiu, za złudzenie tego, że śmierć (czasem przedwczesna) dotknie nas i nam bliskich. Śmierć i cierpienie. Dużo lepiej nauczyć się tak żyć, by każda chwila, którą mamy, była chwilą,, którą warto wspominać. By – w kontekście rodzicielstwa – nie tracić jej na rozważanie tego, czy plama na koszulce się spierze albo czy łóżko służy do skakania, czy nie. Lepiej w każdej chwili szukać kontaktu z drugim człowiekiem – prawdziwego, głębokiego, ludzkiego kontaktu. Także z małym człowiekiem – dzieckiem.

Tak, jak rozumiem lęk i decyzje rodziców nieszczepiących, tak rozumiem też lęk rodziców szczepiących. Jedni i drudzy boją się o swoje dzieci – bardzo silna emocja dotykająca każdego chyba rodzica. Żaden jednak lęk i żadna frustracja nie usprawiedliwia, moim zdaniem, nienawiści i pogardy do drugiego człowieka.


  • Kasiaa

    Jestem biologiem molekularnym. Nie ufam przesadnie lekarzom, nie ufam koncernom farmaceutycznym, nie jestem z żadnym z nich w najmniejszy nawet sposó związana. Jedak wiedza biotechnologiczna, którą posiadam, nie dopuszcza innego rozwiązania, jak tylko SZCZEPIĆ. Szczepić i jeszcze raz szczepić. Nie jest zagrożenie nawet w 10% tak duże, jak przedstawiają to antyszczepionkowcy. Tak bardzo irytuje mnie ten temat. Gdy czytam bzdury o szczepionkach, o rtęci itp, ręce mi opadają. Ludzie nie wiedzą w ogóle, o czym piszą. Brak im podstawowej wiedzy biologicznej, nie tylko wiedzy spacjalistycznej z zakresu immunologii. To naprawdę groźne zjawisko, gdy laicy zaczynają występować w roli ekspertów w tak poważnych kwestiach. Bo to nie jest kwestia poglądów, stylu życia, wyznania, obaw. Nie, to powinna być tylko i wyłącznie kwestia nauki. A ta nie pozostwia wątpliwości.

    • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

      No właśnie. Tylko problem mam taki, że samo hasło „nauka” działa, jak hasło „ekspert”. Są setki badań naukowych, które z czasem okazały się przeprowadzone błędnie lub też ich wyniki zostały zinterpretowane rozszerzająco (w naukach społecznych np. badanie dotyczące udziału komunikatów niewerbalnych w całym procesie komunikacji https://pl.wikipedia.org/wiki/Albert_Mehrabian). I o ile w naukach społecznych mogę to ogarnąć, w kwestiach biotechnologicznych i immunologicznych już nie :)
      Innymi słowy – zjeżam się, gdy ktoś mówi mi, że „tak stwierdziła nauka”. Cieszę się, gdy ktoś mi mówi: „przeprowadzono badanie polegające na X i jego wynik wskazuje na Y, co jest spójne z wynikiami eksperymentu Z”.
      Tylko w obszarze biologii, medycyny itp nie mam aparatu narzędziowego, by w takiej rozmowie wziąć udział :)

  • Tom Rolecow

    Cześć. Ciekawy blog.

    Tak, tylko że masz kampanie nienawiści przeciw rodzicom, którzy nie chcą szczepić własnych dzieci prowadzoną przez zwykłych bandytór, łotrzyków delikatnie ujmujać obejmujacych najwyższe urzędy. Masz przymus szczepienia pod groźbą wysokich kar włącznie z pozbawieniem praw rodzicielskich. W takim kraju przyszło Tobie niestety żyć.

    Także w gruncie rzeczy nie masz wyboru nawet czy szczepić, czy też nie. I tu nie tylko się rozchodzi o szczepienia tylko mnóstwo innych zagadnień jak edukacja itd.

    https://www.youtube.com/watch?v=XGbJe-vD8gY

    Pozdrawiam, również tata.