Rowerek

Wraz z nadejściem wiosny pośród śmigających na normalnych, dwukołowych rowerach ledwo odrośniętych od ziemi trzylatków spotykam też ciągle duże (czteroletnie? pięcioletnie? czasem chyba nawet starsze) smutne dzieci męczące się na rowerkach z dodatkowymi dwoma kółkami. Spotykam też zdyszane matki i wkurzonych ojców, którzy biegnąc za rowerem ze specjalnym drążkiem do nauki jazdy syczą zirytowani: „no pedałuj! Gdzie skręcasz?!”. Pamiętam, jakim stresem była dla mnie nauka jazdy na rowerze tymi metodami – żal mi tych dzieci. I ze względu na nie, postanowiłem opisać, w jaki sposób Franek zaczął jeździć na dwukołowym rowerku mając 3,5 roku. Nie będzie to jednak tekst typowo poradnikowy – wierzę, że przyjrzenie się temu, jak uczymy dzieci jeździć na rowerze może być pouczająca w szerszym kontekście.

Być może część problemu bierze się stąd, że jazda na rowerze wydaje się być taka tajemnicza. No bo jak to się dzieje, że utrzymujemy równowagę na tych dwóch wąskich kołach? Ciężko to (przynajmniej mnie) rozumowo ogranąć. Zakładamy, że jest to coś szalenie skomplikowanego i pewnie dlatego wydaje się nam, że trzeba wokół dziecka odprawić cały szereg pracochłonnych rytuałów, by wreszcie opanowało tę trudną sztukę. Wydaje się nam – i jest to jeden z objawów naszej dorosłej pychy – że bez naszego intensywnego wsparcia dziecko nie nauczy się jazdy na rowerze. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – im bardziej się staramy, tym bardziej utrudniamy dziecku tę naukę.

Franek zaczął jeździć na dwukołowym rowerze z pedałami mając 3,5 roku. I szczerze mówiąc, mam poczucie, że daliśmy mu ten rower przynajmniej o pół roku za późno. W zasadzie (o czym niżej), nie jeździł z dodatkowymi kółkami, nie używaliśmy też żadnego drążka. Nie zrobiliśmy nic, by uczyć go jazdy na rowerze – daliśmy mu tylko szansę, by podążył za własnym zainteresowaniem i stworzyliśmy odpowiednie warunki. Efekt był taki, że po 20 minutach na rowerze z dwoma kółkami jeździł tak:

re

A po godzinie już tak:

re2

Dwa tygodnie później jeździł już ze mną na wycieczki 7 km z jedną dłuższą przerwą w środku.

Jak do tego doszło?

Przykład i zainteresowanie

Franek dużo jeździł z nami na naszych rowerach (w dziecięcym foteliku). Bardzo mu się to podobało i często prosił o kolejne wycieczki. Bardzo interesowały go rowery i wcześnie zaczął sam mówić, że chciałby mieć własny.

Szansa i wolność eksperymentowania

W wieku dwóch lat i 3 miesięcy dostał rowerek biegowy. Nikt mu się w jazdę na tym rowerku nie wtrącał – naśladując to, co widział u dorosłych, bardzo szybko sam odkrył, że da się na nim utrzymywać równowagę. Jeździł gdzie chciał i jak chciał – nawet, jeśli oznaczało to bolesne upadki. Dzięki temu szybko nabrał dużej wprawy.

Pewnego razu, gdy byliśmy w Decathlonie, Franek przyuważył, że są tam dziecięce rowerki, które można na miejscu wypróbować. Bardzo chciał spróbować – wsiadł na jeden z nich (duży i ciężki, z dodatkowymi kółkami). Pytał, jak się nim pedałuje – pokazałem mu zasadę działania pedałów. Z trudem mógł go ruszyć, ale był uparty i jeździł nim po całym sklepie z pół godziny. Potem jeszcze dwa, może trzy razy prosił, byśmy specjalnie tam pojechali, by mógł popedałować.

Odpowiednie warunki

Oczywiście Franek był świadom, że rowerek biegowy nie jest takim normalnym rowerem i dopytywał, kiedy będzie mógł mieć normalny. Wiedzieliśmy, że by łatwo było mu opanować jazdę na rowerze z pedałami, powinny być spełnione następujące warunki:

Czekaliśmy więc, aż Franek trochę jeszcze podrośnie (jest drobnym dzieckiem i trudno było znaleźć tak małe i lekkie rowery z pedałami) i w końcu, gdy miał 3,5 roku dostał w prezencie od dziadków wymarzony pojazd. Pierwszy raz Franek wziął go po prostu na spacer z psem. Na szczęście mieszkaliśmy wtedy obok małego lasku, w którym były ubite lekko pofalowane ścieżki – doskonałe warunki. Nie udzielałem Frankowi żadnych wskazówek ani nie ingerowałem w to, co robił z rowerem. Franek odpychał się na nim, jak na biegowym, ale od razu sam też podejmował próby pedałowania. Gdy tracił równowagę, sam pytał, jak ma to robić, by pedałować. Pokazałem mu więc, że jeśli ustawi sobie na początku jeden pedał wyżej, to łatwo będzie mu zacząć. Franek eksperymentował, pod koniec krótkiego spaceru przejeżdżał już kilkumetrowe odcinki. Potem poprosił, byśmy wyszli jeszcze na rower bez psa i w zasadzie jeździł już normalnie.

Porady techniczne – na co zwrócić uwagę wybierając rower

Rowerek biegowy – tu są w zasadzie dostępne dwa typy: drewniane w rodzaju Tuptup i rowerki z metalowymi ramami, bardziej przypominające tradycyjne rowery.Oba rozwiązania mają swoje wady i zalety.
Tuptup (na który zdecydowaliśmy się my) wygląda uroczo i ma trochę mniejszy skręt kierownicy, co – wbrew pozorom – jest zaletą. Łatwiej go opanować. Poważną wadą jest brak hamulców i duża trudność zamontowania światełek. Dla nas przynajmniej światełka były konieczne, bo często jeździliśmy późnym wieczorem.
Rowerki metalowe – odwrotnie. Mają hamulce, łatwo zamontować lampki, wyglądają gorzej i minimalnie trudniej je opanować na początku.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że rowerki Tuptup są tańsze od rowerków metalowych.

Rower z pedałami – najważniejsze, to dobrać odpowiednio wagę i rozmiar roweru. Nie wiem, dlaczego, ale większość rowerków dla małych dzieci jest bardzo ciężka – ważą po 12-14 kg. Gdy dziecko, które ma na nim jeździć samo może ważyć 15 lub 20. To tak, jakby dorosły miał jechać na rowerze ważącym 60 kg (a wśród rowerów dla dorosłych taki ważący 18 kg już zalicza się do cięższych). Warto poszukać jak najlżejszej opcji. Koniecznie też na początku wysokość siodełka powinna być taka, by dziecko mogło całą lub prawie całą stopę oprzeć o ziemię – tak, by mogło wygodnie odpychać się nogami, jak w rowerku biegowym.

Brak presji

Na żadnym etapie nauki jazdy na rowerze nie poddawaliśmy Franka żadnym naciskom. Nie usłyszał, że „teraz musi się nauczyć jeździć” i, że robi się to tak i tak. Nie, po prostu dostał rowerek i robił z nim, co chciał. Poprosiliśmy jedynie, by zawsze jeździł w kasku i przystał na to bez problemu. Nie ostrzegaliśmy go też ani nie robiliśmy wielkiego halo z wypadków i przewrotek. Nie ma nauki bez wypadków. Jeśli człowiek nabierając nowej umiejętności nie popełnia błędów, to znaczy, że się nie rozwija. Oczywiście, że martwiliśmy się, że rozbije sobie kolana lub połamie ręce. Ale uznaliśmy, że jest to ryzyko, które musimy zaakceptować. I że ciągle ostrzegając go przed tym ryzykiem lub zabraniając mu rozwijania dużych prędkości na trudnym terenie, niepotrzebnie ograniczymy jego rozwój. Nie komentowaliśmy też szczególnie takich sytuacji, w których faktycznie się przewrócił. Zawsze uważałem, że w sytuacji stłuczonego kolanka trzeba przy dziecku być i zaoferować mu wsparcie, jeśli takiego potrzebuje, ale bez sensu jest tworzenie atmosfery pod tytułem „Ojej, biedne dziecko, jak Cię boli.” Franek od początku sam traktował upadki jako coś, z czego trzeba się po prostu podnieść i jechać dalej i to chyba zdrowe podejście.

Raz miałem poczucie, że niepotrzebnie zainterweniowałem – Franek zjeżdzał ścieżką z dużej górki w parku. Był bardzo rozpędzony, ścieżka była nierówna i miejscami trochę kamienista. Przestraszyłem się, pobiegłem za nim i trochę go przyhamowałem. Franek dostrzegł mój strach, bardzo się przejął i potem przez wiele tygodni unikał szybkiego zjeżdżania z górki. Plułem sobie w brodę – nie mogło mu się stać raczej nic poza rozbitym kolanem, a spowolniłem jego rozwój w tym obszarze. Cóż, nawet tak flegmatycznemu rodzicowi jak ja widać może zdarzyć się napad panicznego lęku o dziecko. Pilnowłem się jednak, by to się nie powtórzyło.

Etykiety szkodzą – nawet te pozytywne

Nie udało się nam Franka zupełnie ocalić przed presją. Ponieważ jest drobnym chłopcem a na swoich rowerkach (biegowym, teraz normalnym), jeździł bardzo dynamicznie – budził często zainteresowanie przechodniów, którzy komentowali jego wyczyny. Rodzina (pewnie także my) i znajomi zapamiętali sobie, że jest to coś dla niego bardzo ważnego i prawie za każdym razem widząc go pytali, jak tam jego rower i gdzie ostatnio pojechał. Mam nieodparte wrażenie, że w końcu zaczęło to Frankowi przeszkadzać. Przez ostatnie miesiące Franek zrobił sobie przerwę od roweru. W ogóle nie chciał na nim jeździć i reagował zdenerwowaniem, gdy proponowaliśmy mu przejażdżkę. Wydaje mi się, że miał po prostu dość szufladkowania go jako rowerzysty. Myślę, że sam uznałbym, że dzieje się coś niepokojącego, gdyby definiowano mnie prawie wyłącznie w ramach jakiegoś mojego hobby.

Kilka dni temu sam powiedział, że chce pojechać na plac zabaw rowerem. Po długiej przerwie Franek miał przez kilka chwil problem z opanowaniem roweru. Często się przerwacał, zapomniał, jak się hamuje. Pytał mnie, dlaczego ten rower mu tak skręca. Powiedziałem spokojnie, że tak po prostu bywa i że z pewnością niedługo sobie przypomni, jak się jeździ. Faktycznie po jakichś 30 minutach znów jeździł jak dawniej. Ja zaś miałem kolejną lekcję tego, jak ważne jest słuchać a nie pytać. Będę się teraz pilnował i namawiał do tego innych, by nie bombardować Frania rozmowami o jeździe na rowerze – mimo, iż jest to jedna z rzeczy, które ewidentnie są dla niego ważne. Jak będzie chciał, sam opowie. Jak nie, będzie po prostu jeździł.

Fałszywa pomoc

Franek spędził na rowerze z dodatkowymi kółkami łącznie pewnie z 5 godzin. Oprócz tych kilku wizyt w Decathlonie (rozciągniętych w czasie kilku miesięcy przed zakupem roweru), jeździł z nimi jeszcze jakieś dwie godziny bezpośrednio po zakupie swojego nowego roweru. Byliśmy daleko od domu, mogliśmy do niego wrócić dopiero wieczorem, nie mieliśmy żadnych narzędzi a nowy sprzęt trzeba było oczywiście natychmiast wypróbować. Czy to było pomocne w nauce jazdy? Jazda po idealnie równej posadzce dużego sklepu – tak. Franek miał możliwość nauczyć się, jak działają pedały nie przejmując się równowagą. Gdzieś czytałem radę jakiegoś rodzica, który stwierdził, że dobrym pomysłem jest dać dziecku równolegle z rowerkiem biegowym rowerek trójkołowy – właśnie po to, by poznało zasadę działania pedałów. Nie wydaje mi się jednak, by był to krok niezbędny albo nawet bardzo ważny. Jazda na rowerze to przede wszystkim równowaga – gdy już rower się toczy, dołożenie do tego pedałów naprawdę nie jest trudne.

Za to jazda z dodatkowymi kółkami na zewnątrz to była już pułapka. W nawet minimalnie nierównym terenie (chodniki, ścieżki) rower taki daje fałszywe poczucie stabilności. Z jednej strony opiera się na kółkach, z drugiej cały czas lekko się chwieje, co sprawia, że dziecko się usztywnia, zamiast rozluźnić (bardzo zły nawyk do późniejszej jazdy). Wystarczy też, by któreś z kółek wpadło w jakąś większą dziurę i rowerek natychmiast się przewraca (na co dziecko nie jest przygotowane, bo właśnie jest usztywnione). Byłem bardziej przestraszony obserwując jazdy Franka na rowerze z dodatkowymi kołami, niż w jakiejkolwiek sytuacji, gdy jeździł na dwóch kołach.
Sam nie próbowałem, ale obserwując ludzi, którzy uczą swoje dzieci jeździć przytrzymując je drążkiem, mam wrażenie, że działa tam podobny mechanizm. Dziecko nie rozluźnia się, by samodzielnie wyczuć równowagę, tylko spina, bo czuje, że rower się trochę przechyla i jest podtrzymywany przez rodzica. Nie pomaga to w nauce a przeszkadza. A jeszcze bardziej przeszkadza – nieunikniona przy takim trybie nauki – irytacja i presja rodzica. Żadnej wiedzy i umiejętności nie przyswaja się dobrze pod presją. Człowiek (mały, czy duży), najlepiej uczy się sam podążając za swoją potrzebą i dobrze się przy tym bawiąc.

Czy to zadziała dla każdego dziecka?

Oczywiście każde dziecko jest inne. Franek akurat od zawsze był zainteresowany różnymi formami ruchu, szybko się w tym obszarze rozwijał. Bardzo też był (i jest) zainteresowany rowerami jako takimi. Niemniej, jestem przekonany, że opisany schemat nauki (dziecko uczy się samo, kiedy tego chce, rodzic stwarza mu tylko warunki), da się powtórzyć z każdym dzieckiem. Być może u niektórych dzieci ta nauka będzie miała miejsce, gdy będą miały 5 lat, nie 3. Być może u niektórych opanowanie sprawnej jazdy na rowerze z pedałami zajmie nie 20 minut a 2 godziny. Ale jestem przekonany, że żadnemu dziecku w tym procesie nie pomoże presja ani większość tych sztuczek i sprzętów, co do których dorośli wyobrażają sobie, że są one potrzebne.

Rowerek biegowy to wspaniała zabawa dla dziecka i świetny wstęp do nauki jazdy na rowerze. Ale też nie jest to etap konieczny. Jeśli dziecko nie przejdzie etapu roweru biegowego, po wsiąściu na rower z pedałami niech po prostu na początku traktuje go jak biegowy. Odpycha się i toczy a dopiero potem myśli o pedałach. Niech dziecko samo się tym rowerem bawi i eksperymentuje – z pewnością odkryje zasadę jego działania (zwłaszcza, jeśli będzie miało możliwość obserwować innych rowerzystów).

Dlaczego uważam, że to wszystko jest takie ważne?

Jazda na rowerze to tylko jedna z umiejętności, jakie nabywamy w życiu – wcale nie bardzo ważna. Ale jak w powiększeniu widać na niej, jak daleko posunięta jest nasza pycha w podejściu do dzieci. „Jeśli nie pokażę Ci, jak to trzeba zrobić, nie przeprowadzę odpowiedniego morderczego treningu, nie wprowadzę systemu nagród i kar, to NA PEWNO się tego nie nauczysz.” Bzdura! To, czego dziecko potrzebuje od dorosłych, to dobry przykład, dobre warunki, szanse i wolność eksperymentowania. Oraz uważność i gotowość na udzielenie wsparcia i rady, tam, gdzie dziecko będzie go faktycznie potrzebowało. Taki ogólny wniosek wyciągnąłem z tego, jak Franek nauczył się jeździć na rowerze.

Ostatnio pomyślałem sobie, że gdybym miał sformułować dekalog współczesnego rodzica, to pierwsze przykazanie brzmiałoby: „Zostaw dziecko w spokoju!”. Jeśli zadajesz sobie pytanie, jak nauczyć dziecko jazdy na rowerze, odpowiedź brzmi – nie ucz! Wesprzyj je w tym, by nauczyło się samo.


  • Agnieszka Kamińska

    Rowerki biegowe są super, ale co do drewnianych to mam złe doświadczenie, Moja córka jeździła dużo i dość agresywnie, wiec szybko go rozwaliła, drewno popękało, śruby wypadły- no ale na 2 miesiące starczy.

    Dla syna kupiliśmy już metalowy, sprawuje się super od roku, choć używany. Jest cięższy co nie pozwala rozwijać tak zawrotnych prędkości, u nas na górzystym terenie miałam problemy dogonić córę. Zabawa – nogi do góry i jadę ile rower wyciągnie, gdy na końcu jest ulica mnie trochę przerażała.
    U nas jazda na rowerze to codzienność, ale znaleźć rówieśników nawet dla 5-latki na wyprawę rowerową do lasu to nie lada sprawa. Musi liczyć tylko na towarzystwo starszych.

    • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

      A ten drewniany rowerek to Tuputup, czy jakiś inny? Bo u nas te 1,5 roku bardzo intensywnego użytkowania wytrzymał przyzwoicie (choć śruby oczywiście trzeba było dokręcać a wygląda teraz, jak siedem nieszczęść :)).
      No i w drewnianym brak skutecznych hamulców, gdy dziecko rozwija duże prędkości właśnie w kontekście ruchu ulicznego, to jest problem.
      W naszych okolicach widzę coraz więcej naprawdę małych dzieci pomykających na rowerkach, ale już gdy pojechaliśmy na wakacje na Pomorze, to ludzie zatrzymywali się samochodami, żeby obejrzeć naszego syna jadącego na rowerze :)

      • Agnieszka Kamińska

        Był z Holandii, firmy nie pamiętam. Rozwaliła go po uderzeniu w krawężnik.
        Jestem z Pomorza. U nas 5-latka na dużym rowerze w lesie to rzadkość, chłopaki to co innego.

        • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

          Naprawdę jest różnica między płciami w tym zakresie? Nie przyszło by mi to do głowy – przykre :(
          Ale mam nadzieję, że nie uraziłem Pani uwagą o Pomorzu. Sam pochodzę z Grudziądza i konkretnie to Pomorze miałem na myśli pisząc o naszych wakacjach :)

  • Anna Maria Marcinkowska

    mam bardzo podobne doświadczenia w tej materii. mój syn także zaczął bardzo wczesnie jezdzix na dwukołowym rowerze bez kółek pomocniczych, właśnie dzieki temu, że nikt nie naciskał na nic, nikt tez nie mówił, jakie jeżdżenie na rowerze jest trudne. sam nauczył sie fantastycznie utrzymywac równowagę na rowerze biegowym, gdy przesiadł sie na rower dwukołowy w przedszkolu – obyło się bez nauki. po prostu zaczął jeździć.

  • Domisiek

    Mój syn zaczął jeździć na biegówce po pierwszych urodzinach, na 2 kółkach po drugich… Na początku nie był specjalnie zainteresowany jazdą, ale też nie protestował. My wychodziliśmy na dwór nosząc rowerek za nim. Kiedy zmęczył się bieganiem proponowaliśmy, że na rowerku może przysiąść i odpocząć. Raz siadał, raz nie, ale przywykł do sprzętu. Tak krok po kroku, w ciągu 5-6 spacerów zaczął jeździć sam, a my zrezygnowaliśmy z wychodzenia na spacery z wózkiem.
    W przypadku roweru z pedałami, nie pokazaliśmy mu bocznych kółek, więc nie wiedział, że istnieją. Pojechaliśmy do parku i na odcinku 800metrów zrozumiał o co chodzi. Jedynym ułatwieniem była bluza z kapturem. Trzymając go w trakcie jazdy za kaptur, sprawialiśmy że upadki były „kontrolowane”, ale wciąż były upadkami. Potem ustawialiśmy sobie cele kolejnych spacerów z rowerem, np. do najbliższej lodziarni. W pierwszym roku jazdy na rowerze z pedałami zostawiliśmy mu rowerek biegowy jako alternatywę i bardzo lubił tę możliwość wyboru.
    Wszystkim rodzicom polecam wychodzenie „na rower” i inspirowanie dziecka do nowych form ruchu.

  • Emilia Seweryn

    A jakiej firmy kupił Pan rowerem z pedalami, ze jest taki lekki? My mAmy b’twin z Dacathlona i jest ciezki, ale czterolatek daje radę, choć na dluzSzej trasie się meczy. Moze warto mu zmienić rower na lżejszy?