Rodzeństwo

Bracia i siostry w Rodzicielstwie Bliskości – muszę złożyć samokrytykę. Myślałem, że po czterech latach walki o sensowne wychowanie mojego syna nie dam się już zaskoczyć. Tymczasem okazuje się, że straciłem rewolucyjną czujność. Dałem się podejść i znów pozwoliłem, by reakcyjna narracja narzuciła mi sposób myślenia o dziecku. Na szczęście w porę mój własny czteroletni syn pomógł mi wrócić na właściwą ścieżkę.

Wydawałoby się, że po tym, jak przekonałem się, że w naszej kulturze nauczyliśmy się robić problem w zasadzie z każdej sfery życia dziecka i rodziny (od spania, przez jedzenie po w zasadzie każdą czynność wykonywaną przy dziecku), powinienem być wyczulony na fakt, iż także w obszarze przygotowania starszego dziecka na narodzinny młodszego rodzeństwa może funkcjonować wiele mitów i niepotrzebnych uprzedzeń. Nie byłem dość ostrożny i w momencie, gdy zaczęliśmy myśleć o przygotowaniu syna do narodzin siostry, podszedłem do tematu pełen myśli o tym, jaka to będzie dla syna trauma i trudna sytuacja i co należy zrobić, by było mu lżej.

Od razu na wstępie zaznaczę, że nie chodziliśmy za Frankiem i nie mówiliśmy mu przesłodzonym głosem: „będziesz miał taką malutką słodziutką siostrzyczkę – kochasz ją, prawda?” i w żaden sposób staraliśmy się nie wywierać na niego presji w kierunku okazywania jakichkolwiek uczuć względem siostry. Gdy już nie dało się tego ukryć, poinformowaliśmy go tylko, że jego mama nosi w brzuchu Łucję (bo tak na imię ma* siostra Frania), która urodzi się za kilka miesięcy. Dalej sprawy potoczyły się same.

Jego reakcja nas zupełnie zaskoczyła. Przede wszystkim od pierwszej chwili było widać, że Franek wyraźnie się ucieszył. Od razu zaczął planować, co będzie z Łucją robił, gdy ta się urodzi. Ponieważ ostanio bardzo polubił pluszowego zająca z IKEI, zarządził, że musimy koniecznie pojechać do IKEI i on kupi Łucji podobnego zająca. Innego, by się nie myliły, ale koniecznie musi mieć podobnego, bo on tego bardzo lubi. Od czasu, do czasu, gdy np. bawi się jakimiś swoimi rzeczami i znajdzie coś interesującego, nagle podchodzi do mojej żony i pokazuje Łucji w brzuchu, co znalazł. W każdym z planów na przyszłość, jakie snuje (czy to będą samochody, które sobie kiedyś kupi, czy wyjazd w góry, do którego się cały czas pilnie przygotowuje), zawsze uwzględnia Łusię.

Spodziewałem się, że syn będzie miał problem ze zrozumieniem, że w brzuchu matki jest naprawdę konkretne żywe dziecko, które niedługo znajdzie się na zewnątrz i będzie z nami mieszkało. Nie było w ogóle tego rodzaju problemu. Odkąd tylko wie, że Łucja istnieje, traktuje ją bardzo poważnie i realnie. Zastanawia się i zadaje pytania, jak będą wyglądały różne elementy naszego życia po jej urodzeniu – np., gdzie będzie spała. Rozmawia z nią, śpiewa jej i myśli o niej chyba częściej, niż ja. Gdy wychodzi rano do przedszkola zawsze daje całusa mamie i całusa Łucji w brzuchu (mimo, iż nigdy go do całowania brzucha nie zachęcaliśmy). Powiedział, że chciałby chodzić z Łusią do przedszkola, bo fajnie się chodzi do przedszkola z rodzeństwem. Gdy dostał na urodziny kulodrom z trzema kulkami, stwierdził, że musimy kupić czwartą kulkę dla Łusi. Gdy robi jakieś rysunki, którymi chce się dzielić, robi trzy – dla mamy, taty i siostry. Podobnych przykładów troskliwości i uwagi, jaką okazuje nienarodzonej siostrze mógłbym podawać jeszcze mnóstwo – każdego dnia nas czymś zaskakuje.

Trudnym objawem tego, jak Franek przygotowuje się do narodzin siostry jest zaborczość, którą okazuje – prawie zawsze, gdy w towarzystwie kogoś spoza najbliższej rodziny zaczynamy rozmawiać o Łucji, Franek denerwuje się, że to jest „jego dziecko” i on nie pozwala o nim rozmawiać i nikomu nie będzie pozwalał jej nosić. Tłumaczymy mu wtedy spokojnie, że oczywiście to jest jego siostra, ale nie może decydować o tym, kto będzie ją nosił i się nią opiekował. Z pewnością będzie ją mógł przytulać i nosić, ile tylko będą na to oboje mieli ochotę, jednak nie może ograniczać innym osobom dostępu do niej. Nie wiem, jak interpretować tę jego zaborczość – podejrzewam, że może to być jakaś strategia radzenia sobie z lękiem związanym z narodzinami siostry.

Trudno bowiem, by takiego lęku nie było. Franek jest w podobnej sytuacji, jak rodzice spodziewający się narodzin pierwszego dziecka. Te narodziny to będzie bardzo duże wydarzenie w jego życiu. Zajdą znaczące zmiany. Nowa sytuacja będzie wymagała od niego wielu wyrzeczeń, zdarzy się wiele frustrujących i denerwujących sytuacji. Jednak podobnie, jak w przypadku młodych rodziców – na to wszystko powinien być przygotowany, ale to nie jest główną treścią nadchodzących wydarzeń. I tak samo, jak nie powinno się młodych rodziców straszyć rodzicielstwem, tak samo – a nawet bardziej – nie ma sensu straszyć dziecka mającym się narodzić rodzeństwem!

Jedną z najważniejszych myśli Jaspera Juula dotyczącą wychowania jest ta w której mówi, iż dzieci zawsze kooperują z dorosłymi. I że większość „problemów”, jakie z nimi mamy wynika właśnie z tej kooperacji. Da się to przełożyć – moim zdaniem – na sytuację oczekiwania na narodziny brata lub siostry. Jeśli dorośli założą, że narodziny młodszego rodzeństwa będą się dla dziecka wiązały z samymi dyskomfortami i będą mu cały czas powtarzać, że to małe dziecko będzie cały czas tylko płakać, że rodzice będą mieli mniej czasu dla starszego a młodsza siostra będzie mu zabierać i niszczyć zabawki, to w końcu dziecko uzna to wszystko za najważniejszy element fenomenu o nazwie „rodzeństwo” i zacznie odpowiednio kształtować swoje reakcje. Te ciągłe „ostrzeżenia” i „przygotowania” staną się samospełniającą się przepowiednią – starsze dziecko zacznie postrzegać młodsze, jako problem.

Tymczasem wydaje mi się – i spontaniczne i nie stymulowane przez nas w żaden sposób reakcje Franka na informację o Łusi utwierdzają mnie w tym przekonaniu – że ewolucyjnie jednak dzieci są przygotowane na to, by z otwartymi rękoma przyjmować nowego członka rodziny, cieszyć się nim i opiekować, mimo wszystkich kosztów i dyskomfortów, jakie się z tym wiążą.

Zły jestem na siebie, że początkowo tak pełen byłem obaw o to, jak Franek zareaguje na narodziny siostry. I wdzięczny mu jestem, że pokazał mi, że przecież i w tym obszarze wystarczy wziąć głęboki oddech, słuchać, obserwować, wspierać i cieszyć się rodzicielstwem. Wszyscy nie możemy się już doczekać narodzin Łucji. Wiem, że nasza rodzina po jej urodzeniu będzie na pewno jeszcze bardziej nasycona hałasem i chaosem. Ale wiem też, że będzie bogatsza o nową, inną osobowość, która wniesie w życie całej naszej trójki nowe wartości.


 

*Dlaczego o dzieciach nienarodzonych mówi się, że „będą miały na imię”? Jeśli rodzice są już zdecydowani to tam w brzuchu siedzi przecież człowiek, który może już objać to imię w posiadanie, prawda?


  • Asia

    „Dlaczego o dzieciach nienarodzonych mówi się, że „będą miały na imię”?”
    Tak samo nie potrafi mi przejść przez gardło „przyszedł na świat”, „witaj na świecie” itp. Hej, przecież on już na tym świecie był od 9 miesięcy :)

    • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

      To prawda. Myślę, że to jest po prostu męska perspektywa. Mnie samemu, mimo, iż dużo o tym myślę i staram się być bardzo zaangażowanym ojcem, nie mieści się często w głowie, że można w brzuchu nosić małego ruchliwego człowieka, który np. kopie od środka po żołądku :) To po prostu zbyt abstrakcyjne doświadczenie dla mnie.
      Mężczyźnie, dopóki dziecko się nie urodzi, trudno jest uwierzyć, że ono naprawdę tam jest 😉

  • MJ

    „Franek jest w podobnej sytuacji, jak rodzice spodziewający się narodzin pierwszego dziecka” – myślę, że jednak jest to nieco inna sytuacja. Rodzic – Dziecko to relacja, w której Rodzic przede wszystkim daje: otacza opieką, dba o zaspokojenie podstawowych potrzeb itp. Pojawienie się Łucji to dla Franka coś zupełnie innego. Jakbym miała to z czymś porównać to porównałabym z tym jakby do Waszego Domu wprowadził się nowy mężczyzna – mężczyzna Twojej Żony. I nagle okazuje się, że do kina możesz chodzić z Żoną tylko w określone dni, bo inne są zarezerwowane dla tego Drugiego. Absolutnie nie chcę demonizować, straszyć itp. Chcę tylko powiedzieć, że Dziecko wyobraża sobie różne rzeczy – cieszy się, że będzie miało z kim się bawić, że będzie miało się do kogo przytulać itp. – myśli o tym nowym wydarzeniu pozytywnie (i super, że jest optymistą 😀 ). Często jednak bywa, że gdy Mama wraca ze szpitala z długo oczekiwaną Siostrą/Bratem, okazuje się, że na to wszystko co sobie wyobrażał będzie trzeba jeszcze poczekać… Bo bawić się jeszcze trudno, potem okazuje się, że To Nowe Życie zabiera uwagę Rodziców i sprawia, że mniej jej zostaje dla niego – to jest dla starszego Dziecka bardzo trudne. Bo ono pierwszy raz tego doświadcza – boi się, boi się, że miłość Rodziców już nie będzie taka sama…Najważniejsze moim zdaniem jest dbanie o to aby to starsze Dziecko czuło, że Rodzice nadal kochają i to często okazywać. Ważne jest też aby wygospodarować dla tego starszego Dziecka chwile sam na sam z Rodzicem (Rodzicami). My dorośli boimy się zmian – ale wiemy, że są rozwojowe i że warto przez nie przechodzić. Rodzeństwo jest dla Dziecka nowym wyzwaniem, ogromną zmianą, ale ta zmiana rozwija, wzbogaca i czyni życie piękniejszym. A po latach Dziecko zazwyczaj mówi, że nie chciałoby być Jedynakiem, bo mieć Kogoś (nawet jeśli prowadzi się z Nim spory) to ogromny skarb 😀 Trzymam kciuki za Was i za Franka i za Łucję rzecz jasna. Pozdrawiam – MJ.

    • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

      Bardzo dziękuję za te uwagi. Oczywiście ma Pani rację wskazując na niedoskonałości mojego porównania z sytuacją rodziców oczekujących dziecka. Wierzę jednak, że konstrukcja psychiczna dziecka jest w jakiś sposób dostosowana do pojawienia się rodzeństwa – jest to w końcu bardzo naturalna sytuacja (w przeciwieństwie do drugiego mężczyzny w domu :))
      Zdecydowanie też ważne jest, by dziecko wiedziało, czego się spodziewać. Jak pisałem, na szczęście Franek miał w ostatnich miesiącach okazję spędzić sporo czasu z niemowlętami. Wie więc, że nie bardzo będzie się jak bawić na początku, wie też, że raczkujący niemowlak zabiera nie swoje rzeczy i generalnie przeszkadza :) Z pewnością jednak wiele rzeczy go jeszcze zaskoczy :)

  • Ola

    „Dlaczego o dzieciach nienarodzonych mówi się, że „będą miały na imię”? Jeśli rodzice są już zdecydowani…”

    a co to znaczy „są już zdecydowani”???
    czy to znaczy, że dopiero kiedy zdecydują się na „zatrzymanie ciąży” to wtedy to coś staje się dzieckiem w przeciwnym wypadku jest bezimiennym zlepkiem komórek…?

    • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

      Przepraszam, nie wyraziłem się precyzyjnie – miałem na myśli to, czy rodzice są już zdecydowani na imię. Znałem młodego ojca, który miesiąc po narodzinach córki pytany, jak ma ona na imię, odpowiadał, że jeszcze nie powiedziała :)
      A serio, to jestem przeciwnikiem aborcji.