O piersiach

Kończąc może na razie temat odżywiania, napiszę jeszcze o karmieniu piersią. Jest w tym temacie kilka wątków, które warto poruszyć i kilka faktów, o których chciałbym, żeby mi powiedziano zanim urodził się Franek (a musiałem je potem odkryć sam).

Nie ulega wątpliwości, że karmienie piersią jest dla niemowlęcia dobre. Trudno sobie wyobrazić, by jakikolwiek przygotowany przez człowieka pokarm mógł być lepiej dostosowany do potrzeb dziecka niż to, co w toku ewolucji przygotowała dla niego natura. Uważam więc, że w ramach ogólnego promowania rozwiązań zdrowych, karmienie piersią powinno być popularyzowane. Czyli matki powinny być do takiego karmienia zachęcane przede wszystkim poprzez rzetelne informowanie o tym, jak to robić i jakie to ma pozytywne konsekwencje dla nich i dla dzieci.

Absolutnie nie oznacza to jednak, że kobiety, które nie decydują się karmić piersią powinny być potępiane. Potrzeby matki są równie ważne, jak potrzeby dziecka. Jeśli jakieś jej potrzeby nie pozwalają jej karmić i w jej ocenie waga tych potrzeb jest większa od potrzeb dziecka – ma do tego pełne prawo.

Warto jednak, by matki nie rezygnowały z karmienia piersią z powodu jakichś mitów i nieporozumień – a takich trochę w tej dziedzinie również krąży i – jak wspomniałem na wstępie – mam wrażenie, że jest kilka rzeczy, których się często rodzicom o karmieniu piersią wyraźnie nie mówi, a powinno się.

Dziecko karmione piersią zapewne będzie rosło wolniej i będzie mniejsze, niż dzieci karmione sztucznym pokarmem. Jak przekonywał mnie jeden z lekarzy, siatki zostały stworzone w czasach, gdy większość dzieci była karmiona sztucznym pokarmem i nie oddają normalnego wzrostu dziecka karmionego naturalnie. Nie udało mi się tej informacji zweryfikować, ale jestem gotów uznać ją za prawdopodobną. Mam wrażenie, że wielu rodziców rezygnuje szybko z karmienia piersią, bo dziecko dość szybko nie przybierało na wadze. Często dzieje się tak za namową lekarzy, którzy alarmują, że dziecko jest nisko w siatce centylowej (tak, jakby to był jakiś wyścig). Zachęcam do tego, by w tych pierwszych tygodniach i miesiącach życia dziecka ufać swojej intuicji. Czy widzisz, że dziecko się rozwija? Czy czujesz, że wszystko jest dobrze? Nie daj się więc zbić z tropu dziwnymi uwagami o wzroście i wadze Twojego dziecka ani porównaniom do dzieci dużo większych, tylko spokojnie dalej karmcie dziecko tak, jak uważacie, że jest dla niego najlepiej.

Ważne jednak, by zwrócić uwagę na kilka rzeczy:

Koniecznie poszukajcie pomocy dobrej laktatorki (nie słyszałem o doradcach laktacyjnych – mężczyznach, więc zostanę przy tej żeńskiej formie). Warto trochę poszperać po forach dla rodziców i poszukać w swojej okolicy kogoś zbierającego dobre opinie (w Warszawie polecamy Małgorzatę Gieradę – Radoń) . Warto skonsultować się z doradcą jak najszybciej po rozpoczęciu karmienia (w pierwszych dniach, a nawet godzinach po urodzeniu dziecka), by pomogła dziecko „prawidłowo przystawić”. Oczywiście dzieci zazwyczaj intuicyjnie chwytają pierś, ale jednak okazuje się, że samo chwycenie piersi nie wystarczy. Można to zrobić dobrze lub źle. Zakładam, że kiedyś – w wielopokoleniowych wspólnotach – wiedza o tym, jak pomóc dziecku prawidłowo się przystawić przechodziła naturalnie z matki na córkę, ale teraz warto skorzystać z profesjonalnej porady.

Skonsultujcie się z laktatorką zawsze, gdy coś Was zaniepokoi. Karmienie piersią co do zasady nie powinno boleć (to również może być objaw złego przystawienia). Oczywiście w pierwszych miesiącach zdarzą się sytuacje, gdy same sutki będą obolałe lub zdarzą się jakieś zastoje, ale co do zasady dobrze przystawione dziecko pomaga uniknąć takich sytuacji. Jeśli karmienie jest dla Ciebie udręką – idź do laktatorki! Doświadczona i „naturalnie nastawiona” doradca laktacyjna pomoże Wam też pozbyć się lęków o to, czy dziecko dość szybko rośnie.

Jeśli planowaliście karmić dziecko aż do jego naturalnego odstawienia, ale pierwsze miesiące obfitowały w bolesne zatory i inne przykre doświadczenia i zaczynacie się wahać – głowa do góry. Nasze doświadczenie – a słyszałem, że nie jesteśmy w tym odosobnieni – jest takie, że wszystkie te problemy ustępują po ok 6 – 9 miesiącach karmienia. Potem jest to już zupełnie niekłopotliwa czynność (i to mimo, że pojawiają się zęby).

Jeśli karmić, to tylko na żądanie. Czyli zawsze, kiedy dziecko lub matka tego potrzebują. Ciągle zdarzają się ludzie, którzy każą karmić dziecko „co trzy godziny”. Jeśli dziecko jest głodne wcześniej, po jakie licho je głodzić, pytam? A jeśli jest „pora karmienia” a ono smacznie śpi, to znaczy, że chyba nie jest głodne?  Ja bym się zdenerwował,  gdyby mnie ktoś obudził, żeby mnie na siłę karmić. Jeśli zdarzy się Wam z jakiegoś powodu korzystać z laktatora (bo np. dziecko długo śpi i trzeba upuścić trochę pokarmu), zobaczycie, że w pierwszych dniach ilości pokarmu są naprawdę malutkie (po kilka ml). Bo i żołądek dziecka nie jest wtedy duży i nie gromadzi dużych zapasów. Dajmy tu działać naturze, która z pewnością nie kazałaby naszym przodkom konstruować zegarków tylko po to, by móc zdrowo odkarmić dziecko.

Karmiąc dziecko na żądanie i jednocześnie prowadząc normalne aktywne życie (do czego zachęcam), z pewnością zdarzy się Wam karmić w miejscach publicznych. Nas na szczęście takie przygody ominęły, ale słyszałem, że zdarzają się głosy oburzenia na karmienie w miejscu publicznym. Zachęcam do tego, by na wszelki wypadek każda kobieta przygotowała sobie jakiś zestaw krótkich żołnierskich słów, w których będzie gotowa takich oburzonych odesłać na drzewo. Karmienie dziecka to przecież podstawowa funkcja tej części ciała! Cała reszta to tylko pochodne.

Spokojnie, to tylko mój kubek

Spokojnie, to tylko mój kubek

W ogóle mam wrażenie, że obecnie w naszej przestrzeni publicznej jest za dużo pornografii a za mało nagości. Każda reklama kosmetyków (w zasadzie czegokolwiek) może zawierać wizerunki dowolnie roznegliżowanych ludzi, byleby nie było widać włosów łonowych i żeńskich sutków. Do tego poziom komputerowej manipulacji tymi obrazami jest taki, że rośnie nam całe pokolenie ludzi, którzy wchodzą w dorosłość mając zaburzone wyobrażenie tego jak wygląda ludzkie ciało. Warto więc, w mojej ocenie, by młode kobiety i mężczyźni od czasu do czasu zobaczyli prawdziwą nagą pierś na ulicy. Karmcie więc, drogie Panie, z dumą.

Przed karmieniem piersią powstrzymują też czasem rodziców względy estetyczne. Obawiają się, że wymęczone karmieniem piersią stracą jędrność i wiele ze swoich estetycznych zalet. Z naszych doświadczeń powiem, że nie musi tak być :) Oczywiście może to być kwestia predyspozycji konkretnej kobiety, ale mam wrażenie, ze kluczowy jest tu jednak dobry stanik. Okazuje się, że większość kobiet nosi źle dopasowane i źle trzymające biust staniki. Podobno wystarczy jedna wizyta u tzw. brafiterki, czyli osoby (znów, raczej kobiety), która pomoże prawidłowo dobrać rozmiar i krój stanika by kobieta nawróciła się na prawdziwe staniki. Czyli takie, które naprawdę spełniają swoją rolę – podtrzymują biust i pomagają utrzymać go w optymalnym kształcie. Czytelnikom z Warszawy polecamy przesympatyczną panią ze Stanikarium na Bemowie.

Ostatnia uwaga o karmieniu piersią – to niby oczywiste, a mam wrażenie, że często się o tym zapomina. Jaka to jest fantastyczna oszczędność czasu i pieniędzy! Przez pierwsze 6 miesięcy życia, wszystko, czego dziecko potrzebuje, by się napić i wyżywić jest zawsze z matką. Bez żadnego niepotrzebnego sprzętu, bez godzin spędzonych na jakichś podgrzewaniach buteleczek. Zaoszczędzone pieniądze można wydać właśnie np. na jakiś stanik klasy premium.

 


  • amm7 grape.computers

    WHO – tam sa dostępne siatki dla dzieci z rozróżnieniem płci i rodzaju karmienia :) bo różnice sà rzeczywiście.

  • socjoblozka

    Mój syn kiedyś powiedział, że mleczko z cycusia jest najpyszniejsze na świecie i nie ma nic tak pysznego, nawet kakao nie jest tak pyszne. To chyba najlepsza rekomendacja.

  • http://www.facebook.com/agnieszka.kutylakhapanowicz Agnieszka Kutylak-Hapanowicz

    Świetnie, że ktoś ujął w jednym miejscu wszystkie te sprawy karmieniowo-biustowe. Itakże to niezdrowe podejście do piersi w europejskiej kulturze. Karmiłam dwójkę, i w każdym miejscu, choć oczywiście na początku „z pewną nieśmiałością” świeżo upieczonej mamy. I hm…, przyznam się, że nie mam pojęcia, jak się korzysta z tych siatek centylowych, bo maluchy na naturalnym karmieniu, i na ządanie nie dawały powodu do zmartwien i porównywań z jakimiś standardami.