Nie kocha

Jedną z rzeczy, których instynktownie oczekujemy od dzieci, to to, że będą kochać. Kochać rodziców, rodzeństwo, dziadków a czasem – mam wrażenie – wszystko w ogóle. Nie ma na to we mnie zgody. Uważam, że miłości – podobnie, jak innych spraw – nie można i nie należy na siłę dziecku w gardło (czy serce) wciskać.

Nasz syn regularnie mówi mi, że mnie nie kocha. Zazwyczaj przebiega to tak – mówi mojej Żonie, że ją kocha „bardzo bardzo bardzo, najbardziej na świecie” a następnie mówi mi, że mnie nie kocha, „bo nie jesteś kobietą”. Nie mam pojęcia, skąd mu się to wzięło. Ale nie martwi mnie to. Po pierwsze mam wrażenie, że jednak mnie swoją dziecięcą miłością kocha (często w trakcie tej swojej deklaracji właśnie mocno się do mnie przytula). A po drugie, cóż – gdyby faktycznie mnie nie kochał, to byłoby jego święte prawo i złe słowo by go z mojej strony z tego powodu nie spotkało. I oczywiście, nie zmienia to faktu, że ja go kocham („najbardziej na świecie”) i staram się mu o tym czasem mówić. Czasem, nie często, bo mam wrażenie, że ważniejsze, by mógł to odczuć, niż by ciągle o tym słyszał.

Temat miłości przypomniał mi się, gdy obserwuję teraz reakcje Frania na obecność w naszej rodzinie jego siostry. Minął już miesiąc odkąd Łucja jest w domu, pokuszę się więc o pierwsze podsumowania. Reakcja Frania nas zaskoczyła. Pewnie powinniśmy o tym pomyśleć, ale jakoś nam nie przyszło do głowy, że słowem, które najlepiej opisze podejście Frania do siostry w tych pierwszych tygodniach będzie onieśmielenie. Jest bardzo zainteresowany siostrą, szuka sposobów nawiązania kontaktu i zaangażowania się w opiekę nad nią, ale widać, że przede wszystkim przełamuje nieśmiałość. Spodziewaliśmy się jakiejś złości związanej z niepokojem o swoją pozycję w rodzinie i naszą uwagę. Spodziewaliśmy się czystej radości albo też zazdrości o siostrę. A tymczasem widzimy głównie nieśmiałość. Ciągle jest zagubiony i nie wie „co można z tą Łusią robić” – co przypomina mi zresztą moje odczucie w pierwszych dniach po powrocie ze szpitala z Frankiem. Też zastanawiałem się, co teraz? Co się z takim dzieckiem robi? Bardzo szybko odkryłem, że nic specjalnego – noszenie go na rękach w trakcie wykonywania zwykłych domowych czynności, to najlepsze, co można zrobić. Ale na początku byłem zagubiony i onieśmielony, tak, jak Franek teraz.

Jednocześnie nawet nas zaskakuje cierpliwość i wyrozumiałość, jaką okazuje siostrze. Franek zazwyczaj w sytuacjach, w których czuje się niepewnie (duże grupy ludzi, pierwsze dni w przedszkolu itp.) najgorzej znosi hałas. Zatyka uszy, krzyczy, że chce ciszy. Baliśmy się, że tak samo będzie z płaczącą w domu siostrą. Tymczasem do hałasu robionego przez siostrę Franek podchodzi z zadziwiającym spokojem. Owszem, czasem zatyka uszy, czasem wyrazi spokojny protest, że płacz Łusi mu przeszkadza, bo właśnie chciałby obejrzeć film na komputerze (tak, od jakiegoś czasu ogląda filmy, kiedyś o tym napiszę). Ale nie złości się z tego powodu ani nie histeryzuje. Szukamy jakichś rozwiązań (słuchawki, wyjście do innego pokoju) a jeśli nie ma akurat dobrego rozwiązani, spokojnie przechodzi nad tym do porządku dziennego. Z dużą cierpliwością i wyrozumiałością podchodzi też do sytuacji, w których nie możemy zrobić czegoś, co dotąd zazwyczaj robiliśmy a teraz nie możemy, bo musimy zająć się Łusią (np. nie mogę go akurat wziąć na ręce, bo niosę fotelik samochodowy).

Franek sam z siebie zaczął deklarować, że „podoba mu się ta Łusia”, „ładna jest ta Łusia”, „cieszy się, że będzie miał taką siostrę” i w końcu, że „kocha najbardziej na świecie Mamę i Łusię”. Bardzo się staramy w żaden sposób nie sugerować mu, że powinien siostrę kochać. To jego sprawa (świetny tekst napisała ostatnio na ten temat Małgorzata Musiał). Choć oczywiście czasem jest trudno, bo czterolatek okazujący czułość kilkutygodniowej siostrze to słodki widok. Za którymś razem, gdy Franek zaczął głaskać Łusię po głowie a ja zaśmiałem się lekko (na zasadzie: „o jak, uroczo”), Franek spojrzał na mnie badawczo i zapytał, dlaczego się śmieję. Bardzo bym nie chciał by stwierdził, że okazywanie lub nie czułości siostrze to jakiś warunek uzyskania naszej aprobaty. Zacząłem się więc bardziej pilnować. I właśnie bez naszych zachęt tej czułości jest dużo.

Mam nadzieję, że Franek z Łusią się pokochają i rozwiną cudowną relację. Mam nadzieje, że oboje będą kochali nas, swoich rodziców i że nasza relacja również będzie dobra. Ale nie oczekuję tego od nich i nie uzależniam od ich miłości swojego szczęścia i spełnienia. Bardzo często teraz słyszy się, że „dzieci są najważniejsze”. Ludzie zastanawiają się, jak będzie wyglądała ich relacja z dziećmi za X lat, starają się przyjaźnić ze swoimi dorastającymi a nawet dorosłymi dziećmi. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że jest w tym podejściu jakiś błąd i jakaś pułapka.

Widzę to tak, że dzieci są tylko pewnym etapem w życiu. Wymagają bardzo intensywnej uwagi przez kilka lat, a po kilkunastu można je już prawie zostawić same sobie. Opieka nad dziećmi to incydent w naszym życiu – wielka przygoda, niesamowite wyzwanie, ale nie główna życia treść i najważniejszy jego element. Oczywiście dzieci będą zawsze dla mnie bardzo ważnymi ludźmi, zawsze będą mogły liczyć na moje wsparcie, miejsce w moim domu i mam nadzieję, że czasem wpadną do niego, by powiedzieć co u nich. Ale najważniejszą relacją w moim życiu jest ta, którą mam z Żoną. To ona będzie trwała przez lat kilkadziesiąt. To Żona jest i będzie dla mnie najważniejsza i to od jakości tej relacji zależy przede wszystkim moje szczęście i spełnienie. Dzieci pojawiają się w naszym życiu, dają dużo radości, trochę zmartwień i odchodzą swoją drogą. Żona/mąż będą tam już zawsze.

Podkreślam to, ponieważ mam wrażenie, że często teraz tracimy równowagę między tymi dwoma rodzajami relacji: rodzice – dzieci i rodzice między sobą. Nadmierne skupienie się na relacji rodzice – dzieci kosztem tej między dorosłymi nie służy żadnej z tych relacji. Nie służy dzieciom, które padają ofiarą nadmiernej uwagi i ręcznego sterowania ich rozwojem. Nie służy rodzicom, którym trudniej odpuścić kontrolę zwłaszcza, gdy dzieci zaczynają dorastać. Wreszcie – najważniejszy sposobem, w jaki rodzice mogą wesprzeć rozwój dzieci jest służenie dobrym przykładem. Więc przykład zdrowej i dobrej relacji rodziców, przykład ich dobrej i dojrzałej miłości to najlepsze, co mogą dzieciom dać. Mam wrażenie, że jeśli rodzice sami nie będą poukładani, mogą darować sobie wszelkie wysiłki wychowawcze kierowane ku dzieciom. Nie ma podstawy, na której można by budować.

Dlatego nie troszczę się o to, czy i kogo kocha Franek. Jestem pewien, że jeśli dam mu w tym obszarze rozwijać się samemu i dam mu najlepszy przykład, na jaki mnie stać, z czasem dokona w tym obszarze dobrych wyborów (bo tak – miłość to decyzja, nie uczucie, choć trochę podlana uczuciami). Staram się kochać jego i jego siostrę, a przede wszystkim staram się mądrze kochać swoją Żonę. Jego uczucia i jego miłość, to jest i będzie zawsze jego sprawa.


  • MJ

    Wielu obserwowanych przeze mnie rodziców charakteryzuje się pewną zachłannością względem dzieci. Tak jakby nie chcieli aby to dziecko się kiedyś usamodzielniło. Swoją zachłannością robią krzywdę dziecku, bo takie niesamodzielne dziecko nie jest pewne siebie, nie potrafi poradzić sobie w wielu sytuacjach, bo zazwyczaj rodzice je wyręczali. To zaczyna się już w przedszkolu – widać, że są dzieci, które nigdy same nie zakładały nawet czapki – i w szatni są zupełnie bezradne. Już wtedy pojawiają się drobne złośliwości ze strony kolegów i koleżanek (tak dzieci potrafią być szczere do bólu – nie mają hamulców jak my dorośli i zazwyczaj zupełnie swobodnie powiedzą, co myślą :-)
    A co do opisanej przez Ciebie relacji Mąż – Żona (Partner – Partnerka) to podstawowa relacja, na której opiera się cała Rodzina. O tej relacji niektórzy Rodzice zapominają – tak bardzo koncentrują się na Dzieciach, że zapominają o sobie nawzajem i potem po latach bardzo przeżywają tzw. „syndrom opuszczonego gniazda”.
    Myślę, że jeszcze o jednym warto wspomnieć – o pamiętaniu o sobie samym. O tym, że jak pojawią się dzieci to nie można rezygnować z siebie. Tata i Mama, którzy posiadają swoje pasje to dla Dzieci prawdziwy skarb. Rodzic w 100% skoncentrowany na potrzebach Dziecka i zapominający o swoich to nieszczęśliwy Rodzic, a nieszczęśliwy Rodzic to nieszczęśliwe Dziecko :-) Bardzo inspirujący i piękny wpis 😀

    • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

      „Rodzic w 100% skoncentrowany na potrzebach Dziecka i zapominający o swoich to nieszczęśliwy Rodzic” – nawet, jeśli szczęśliwy, to takie skupienie na dziecku i tak nie jest dla niego dobre, mam wrażenie.
      Dziękuję za miłe słowo :)

  • Synafia

    Świetny tekst. Mam nadzieję, że Autor nie będzie miał mi za złe udostępnienie go i polecenie innym do czytania :)

    • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

      Bardzo dziękuję.
      Myślę, że jakoś będę musiał z tym żyć 😉