Kim jestem i dlaczego piszę?

W momencie uruchomienia Naludzi.pl miałem 29 lat (rocznik 1984) i syna, który ma trochę ponad dwa lata (Franciszek Józef urodził się w styczniu 2011 r.). W marcu 2015 r. urodziła mi się córka Łucja Urszula.

Postanowiłem pisać o tym, jak wraz z Żoną wychowujemy nasze dzieci z dwóch powodów:

Po pierwsze, chciałbym, żebyśmy sami zachowali jakiś rejestr tego, co się działo w kolejnych miesiącach życia syna i córki. Boję się, żebyśmy nie zapomnieli, jakie podejmowaliśmy decyzje na różnych etapach ich wychowania a przede wszystkim, dlaczego podejmowaliśmy decyzje takie, a nie inne. Ma więc ten blog pełnić funkcję osobistego pamiętnika z tej przygody, jaką jest wychowywanie dzieci. Kto wie, może kiedyś pokażę go im, żeby wiedziały, dlaczego traktowaliśmy je w ten a nie w inny sposób.

Drugi powód jest trochę misyjny. Wraz z każdą kolejną decyzją, którą podejmujemy w związku z wychowaniem, coraz mocniej przekonuję się, że po zastanowieniu nad dostępnymi opcjami, zazwyczaj za rozsądne uznaję te, które idą wbrew dominującym trendom. Mam wrażenie, że większość popularnych przekonań dotyczących tego, jak należy postępować z dzieckiem i jak je wychowywać jest błędna. Efekt jest więc taki, że okazuję się być radykalnym rodzicem robiącym (prawie) wszystko inaczej, niż każą napływające zewsząd rady. Mam wrażenie, że wielu rodziców popełnia różnego rodzaju błędy (znaczy podejmuje rodzicielskie decyzje, które nie są najkorzystniejsze ani dla nich ani dla ich dzieci), ponieważ poddają się terrorowi powszechnych opinii (nazwę je mitami) na temat tego, jak postępuje się z dziećmi. Mity te są rozpowszechniane z dodatkowym ładunkiem emocji („To tylko dziecko! Jak możecie z nim tego nie robić/jak możecie mu to robić!”), który sprawia, że trudno im się przeciwstawić. Mam nadzieję, że lektura o moich doświadczeniach w tym względzie zainspiruje Czytelników, by sami również przeciwstawili się terrorowi tych bezrefleksyjnie powielanych mitów.

Podkreślę, że prezentowane przeze mnie podglądu nie roszczą sobie praw do bycia jedynymi słusznymi naukowymi metodami wychowania dzieci. Staram się jednak nie zadowalać nigdy rozwiązaniami popularnymi tylko dlatego, że są popularne. Wierzę, że rodzic, który poświęci chwilę, by samemu zastanowić się nad tym, co jest słuszne a co  nie, jest już o kilka długości skuteczniejszym rodzicem od tego, który robi to, co robią wszyscy, dlatego, że wszyscy to robią.

Nie twierdzę też absolutnie, że nasze teorie i sposób wychowania dziecka są w jakiś sposób oryginalne – w większości zainspirowane zostały różnymi koncepcjami z nurtu tzw. rodzicielstwa bliskości  oraz porozumienia bez przemocy  i Czytelnik znajdzie je w wielu źródłach książkowych i internetowych (postaram się zresztą w miarę możliwości do tych źródeł odsyłać). Mam wrażenie jednak, że podawana na bieżąco relacja ze stosowania tych koncepcji w praktyce może pomóc wielu Czytelnikom nieprzekonanym do tego podejścia wyrobić  sobie na jego temat zdanie.