Gdzie miś ma oczko?

Mam takie silne i wracające do mnie czasem wspomnienie z dzieciństwa – zdziwienie i frustrację, które odczuwałem, gdy słyszałem, jak dorośli traktują mnie tak, jakbym nie rozumiał tego, co mówią podczas, gdy ja rozumiałem doskonale! Miałem tylko problem z przekazaniem w słowach tego, co rozumiem.

Jaki z tego wyciągam wniosek? Małe dziecko jest w stanie nauczyć się bardzo wiele o otaczającym go świecie tylko na podstawie normalnych interakcji z rodzicami i resztą otoczenia. Bardzo szybko zaczyna rozumieć bardzo wiele. To, co przychodzi (zazwyczaj) stosunkowo później  to zdolność wyrażania równie skomplikowanych pojęć, ale nie powinno nas to zmylić. Jeśli dziecko normalnie uczestniczy w naszym życiu, czyli towarzyszy dorosłym tam, gdzie to możliwe, bierze udział we wspólnych posiłkach, rozmowach i innych aktywnościach, samo zacznie szybko rozumieć podstawowe pojęcia z otaczającego go świata.

Nigdy, ale to nigdy nie pytaliśmy Franka: „gdzie miś ma oczko?”, „gdzie na obrazku jest kotek?” ani nie zadawaliśmy innych tego rodzaju pytań, od których większość dorosłych zaczyna każdą  swoją interakcję z małym dzieckiem. W miarę możliwości staraliśmy się też przekonać innych przebywających z nim dorosłych (dalszą rodzinę), by się od tego powstrzymali.

Dlaczego podjęliśmy taką decyzję? Po pierwsze, wierzymy gorąco, że dziecko należy traktować poważnie, tak jak traktuje się dorosłego. Bo dziecko dojrzewa i uczy się świata poprzez obserwację. A bardzo byśmy nie chcieli, żeby nauczyło się, że jeśli ktoś jest od nas zależny, słabszy lub po prostu inny, to można go traktować jak idiotę. Czyli zadawać mu po 100 razy to samo banalnie proste pytanie (najlepiej jeszcze ze sztucznym uśmiechem) i cieszyć się sztucznie, gdy odpowie na nie prawidłowo.

Po drugie, zadawanie tego rodzaju pytań, to początek sprawdzania dziecka. To pierwszy z serii testów: czy dziecko osiągnęło już to, czego od niego oczekujemy? Pierwszy krok w kierunku przekonywania go, że jego wartość zależy od oceny otoczenia. Musi pokazywać, gdzie miś ma oczko i nie może się pomylić, bo mama będzie smutna. A jeśli nie pokazuje, to pewnie coś jest z nim nie tak. To wszystko są zaczątki kreowania nawyku poszukiwania swojej wartości w ocenie innych. A to, jak będę zawsze powtarzał, bardzo szkodliwy nawyk.

Franek ma teraz 2 lata i 3 miesiące. Jakie są efekty naszej taktyki nie uczenia i nie przepytywania go z części ciała, kolorów, zwierzątek itp? Jakimś cudem Franek sam zaczął pokazywać gdzie nasz pies ma ucho, gdy w czasie rozmowy wspominaliśmy to ucho. Sam zaczął kłaść sobie rękę na głowie, gdy w książeczce czytaliśmy fragment o baranie, który na głowie miał rogi. Ale to jeszcze nic! Wielokrotnie bardzo nas zaskakiwało, jak wcześnie rozumiał różne skomplikowane pojęcia. Gdy np. widziałem, że szukał piłeczki, mówiłem, że piłka jest za drzwiami sypialni po prawej i 1,5 roczny szkrab kierował się do sypialni i skręcał w prawo.

Zamiatanie, robienie prania i wycieranie przedmiotów szmatką stało się zresztą stałym hobby naszego syna.

Zamiatanie, robienie prania i wycieranie przedmiotów szmatką stało się zresztą stałym hobby naszego syna.

Albo gdy rozsypałem na podłogę trochę ziemi kwiatowej i powiedziałem do Żony, że zaraz to będę musiał zamieść, Franek zniknął nagle w kuchni i wrócił ze zmiotką. Już tak małe dziecko jest się w stanie połapać w abstrakcyjnym opisie topografii mieszkania lub w wyrwanym z kontekstu rozmowy rodziców opisie czynności (w tym przypadku wcale w naszym mieszkaniu nie codziennej). Naprawdę nie potrzebuje więc tego, by sprawdzać, gdzie na obrazku jest kotek.

Oczywiście nie twierdzę, że należy ignorować fakt, że bagaż doświadczeń dziecka jest mniejszy od dorosłych i np. czytać mu do poduszki podręczniki z fizyki kwantowej lub też obrażać się, jeśli nie rozumie czegoś z otaczającego go świata. Zawsze trzeba dostosować komunikat do jego docelowego odbiorcy. Tak, jak w przypadku dorosłych nie jest dobrym pomysłem mówić slangiem informatycznym do muzyka, tak mówiąc do dziecka warto mówić w taki sposób, by biorąc pod uwagę swoje małe doświadczenie miało szansę jak najwięcej zrozumieć. Ale to nie jest jakaś zupełnie innego rodzaju komunikacja. To nadal jest człowiek – taki, który bardzo szybko się uczy i rozwija. Niech więc ma szansę uczyć się prawdziwych zastosowań języka. Pozwólmy dziecku uczestniczyć w rozmowach dorosłych, pokazujmy mu świat, komentujmy rzeczy, które je zainteresują zamiast robić mu bezsensowne egzaminy z części ciała pluszowego misia.


  • mk.am

    zgadzam się by traktować dziecko poważnie. Ale dramatyzowanie nad misiowym oczkiem mnie nie przekonuje. Jest taki etap, na którym to właśnie malucha interesuje i nie widzę powodu aby się tak nie bawić. Gdy przestanie go interesować, nikt go do zabawy w „gdziemiśmaoczko” wołem nie zaciągnie…

    • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

      Tak, przede wszystkim nic na siłę. Jeśli rzeczywiście jest to zabawa, która i dziecku i opiekunowi sprawia przyjemność – dlaczego nie.
      Wpis jest dramatyczny w tonie dlatego, że moja obserwacja była taka, że każdy dorosły, który zbliżał się do naszego syna na pewnym etapie męczył go takimi „sprawdzianami wiedzy”, co – w swoim natężeniu – było idiotyczne.
      Może to jest właśnie kluczowy element – jeśli to jest zabawa w pokazywanie różnych części ciała – super. Jednak traktowanie tego jak nauki i sprawdzania wiedzy (a taka – mam wrażenie – jest ukryta intencja większości dorosłych angażujących się w takie działanie) – jest to już, w mojej ocenie, szkodliwe.

      • logo

        Czy mógłby Pan napisać, jak wygląda rozwój mowy Pana syna? Jaki jest mniej więcej zasób jego słownika czynnego? Franek mówi, czy raczej posługuje się elementami komunikacji pozawerbalnej, np. gestami?

        • http://naludzi.pl/ Naludzi.pl

          Mówi bardzo dużo pojedynczych słów (z różnych dziedzin: mama, tata, teraz, jeszcze, już, nie chcę, rower, most etc. – na różnym stopniu dokładności artykulacyjnej). Zaczyna budować proste zdania (jeśli za takie uznać rzeczownik złożony z czasownikiem). Są też słowa, które wymyślił sobie sam, ale konsekwentnie się trzyma obranego znaczenia: fufu to samolot. Oczywiście gestami też się wspomaga.

          • Pani Żona :)

            Te zdania bywają też bardziej złożone: „Chcę brum brum (nie my nauczyliśmy go tej onomatopei) do Babci jutro rano”.:) No i przede wszystkim ja – matka jego nie mam najmniejszego problemu, żeby się z nim porozumieć, a także by prowadzić miłą, niezobowiązującą konwersację, siedząc przy soczku w kawiarni:)

      • karolina

        Rzeczywiście, jeśli model odpytywania jest jedynym, jaki przyjmują interakcje rodzic-dziecko, to nie jest to zbyt pozytywna sytuacja. Mam wrażenie, że, niestety, ale wielu dorosłych tylko w taki sposób potrafi wchodzić w interakcję z dziećmi.
        Przypominam sobie opowieść pewnej pani psycholog dziecięcej, która przyjmowała w gabinecie małego chłopca i jego mamę. Mama właśnie w taki sposób komunikowała się z synem – pytając go, gdzie coś jest, gdzie pluszak ma to czy tamto. Kiedy po raz kolejny zapytała, gdzie miś ma oczko, pani psycholog nie wytrzymała i zapytała tę panią: czy pani naprawdę nie wie, gdzie miś ma oczko? (Oczywiście b. żałowała tej nieprofesjonalnej reakcji). Ludzie, rodzice naprawdę mają wdrukowane takie zachowania w postępowaniu z dziećmi – nic dziwnego, skoro oni też przeszli taki trening w dzieciństwie. A jednak nie wszystko, co jest nam przekazywane przez rodziców w procesie wychowania, musi być korzystne. Dużo z tych rzeczy, jakie otrzymujemy w posagu od rodziców, wchodzi nam w krew niezauważalnie, i wydaje się nam tak naturalne, że nie przychodzi nam do głowy, żeby zastanowić się, dlaczego coś robimy albo czy to, co robimy, jest dobre dla naszego dziecka. Autor tego bloga takie pytania sobie stawia i zadaje sobie trud zanalizowania, jakie konsekwencje mają nasze zachowania względem dzieci. Czasem trudno nam przyznać, że to jak postępowano wobec nas samych, niekoniecznie było właściwe.

  • joanna

    W mojej rodzinie dziadkowie bardzo często zadają takie pytania, dziecko się cieszy, nie chce to nie odpowiada. Na pewno nie czuje sie jak idiota. Ma 1,5 roczku i zna prawie wszystkie litery. Moim zdaniem to normalna kolej rzeczy. Ważne, żeby uczyło się asertywności i wiedziało kiedy zakończyć takie zabawy.

    • emka

      A czy wie, w jaki sposób zakończyć takie zabawy? Pani je w jakiś sposób tego uczy?