Latest Posts from admin


Pochwały

Uwielbiam być chwalony. Nie cierpię być chwalony. Uwielbiam i nie cierpię zarazem. Z jednej strony gdzieś głęboko w brzuchu rozchodzi się rozkoszne ciepełko, gdy słyszę, że ktoś mnie chwali. Czuję się bosko, gdy ktoś docenia moje liczne zalety: nieprzeciętny intelekt, sprawność wymowy, celne obserwacje i wspaniałe poczucie humoru. Z drugiej strony, nie mogę znieść tego, jak słodki syrop pochwał oblepia i zamula mi mózg. Jak utrudnia uzyskanie trzeźwego obrazu sytuacji, jak zaburza moje postrzeganie osoby, która mnie chwali. W końcu, jak wpływa na podejmowane przeze mnie decyzje.


Grupa

Pamiętam, że ktoś, z kim kiedyś toczyłem wiecznie powracającą dyskusję na temat tego, czy jedynactwo negatywnie wpływa na wychowanie dziecka, stwierdził: „Nie mam nic do jedynaków. Denerwują mnie za to strasznie rodzice jedynaków, którzy na placach zabaw biegają za dziećmi i popychają je co i rusz w stronę kolegów nerwowo zachęcając: no idź, pobaw się z nimi”. Sam jestem jedynakiem, więc zapewne nie jestem obiektywny, ale nie – jestem przekonany, że jedynactwo nie sprawia, że człowiek staje się bardziej samolubny lub pod jakimś względem gorszy. Za to wpajanie dziecku od najmłodszych lat, że ważne jest uzyskanie akceptacji koleżanek i kolegów już wydaje mi się być mocno ryzykowne.


Nie kłamiemy

Już ładne parę miesięcy temu byliśmy świadkami następującej sceny na korytarzy przychodni. Chłopiec ok. 4 lat czeka z rodzicami na szczepienie. Siedzi spokojnie, ale wyraźnie jest smutny i zaniepokojony. Pyta tatę: „Będzie bolało?”. Ten (niepewnym głosem): „Nie, no co ty, małe ukłucie, nie będzie bolało”. Na co chłopiec, kiwając z rezygnacją głową, tak, jakby ojciec potwierdził jego obawy: „Będzie bolało…”. Scenka była urocza urokiem mądrego chłopca w sumie dzielnie znoszącego swój los. Ale po jakie licho jego rodzice od małego uczyli go, że nie można ufać ich słowom?


Histeria

Gdy byłem jeszcze młodym i beztroskim mężczyzną (czyli na wiele lat przed urodzeniem się Frania, gdy jeszcze w ogóle nie zastanawiałem się nad tym, jak to jest wychowywać dziecko), wydawało mi się, że największym koszmarem rodzica jest histeria w miejscu publicznym. Prawdziwy koszmar: dwu – czteroletnie dziecko rzuca się na ziemię, krzyczy i rzuca przedmiotami, zestresowany lub wściekły rodzic generalnie okazuje bezradność a skrępowane otoczenie przygląda się całej scenie z niesmakiem.


Nie całuj cioci

We „W głębi kontinuum” znajduje się fascynujący opis panujących wśród Indian Yequana zwyczajów dotyczących witania gości. Otóż, gdy wioskę odwiedzą przybysze z sąsiedniego plemienia, siadają sobie nie niepokojeni przez nikogo w centralnym punkcie wsi i początkowo nikt nie zwraca na nich uwagi. Życie wspólnoty toczy się dalej i dopiero po pewnym czasie, gdy goście już oswoją się z miejscem i otaczającymi ich ludźmi, stopniowo gospodarze zaczynają się do nich odzywać i wciągać ich w swoje sprawy.


Poronienie

Nigdy nie chcieliśmy, by nasz syn był jedynakiem. Zawsze żartowałem, że trójka dzieci to optymalna liczba, bo z jednej strony dużo, a z drugiej – mieszczą się na tylnym siedzeniu standardowego samochodu. Dlatego, gdy tylko Franek skończył rok i 5 miesięcy, zaczęliśmy się starać o kolejnego potomka. Choć tak naprawdę to nie lubię tego sformułowania – właściwszym byłoby zapewne „przestaliśmy się starać, by nie zajść w ciążę i czekaliśmy, co będzie”. Zaszliśmy w ciążę, lecz po 5 tygodniach straciliśmy ją. Podobnie stało się kilka miesięcy później z kolejną ciążą – poronienie na przełomie 5 i 6 tygodnia. Gdy Żona wykonała różnorodne badania mające wykluczyć jakieś zdrowotne przyczyny tych poronień, otrzymaliśmy od ginekolog zielone światło i zaszliśmy tej wiosny w kolejną – czwartą ciążę. Ze strachem czekaliśmy tego feralnego piątego tygodnia.


Wyścig

Na każdym kroku wywiera się teraz na rodziców presję, by stymulowali szybki rozwój dziecka. Przy czym zazwyczaj chodzi o rozwój jego intelektu. Mamy stymulować mózg dziecka, by było inteligentne, mamy uczyć je od pierwszych dni życia, by wiedziało jak najwięcej. Sprzęty i zabawki, jakie poleca się rodzicom na każdym kroku, zajęcia, na które najlepiej zacząć chodzić z dzieckiem już gdy skończy kilka miesięcy a nawet różne praktyki polecane rodzicom dziecka jeszcze przed jego urodzeniem, mają przyspieszać jego rozwój „by dać mu lepszy start w życiu”.


Nie sprzedawaj dziecka

Jakiś czas temu Żona stwierdziła, że pora kupić naszemu synowi majtki (zwane w niektórych częściach kraju slipami). Okazało się, że nie jest to takie łatwe. Oczywiście sklepy pełne są bielizny dla małych dzieci. Jednak znalezienie (w rozsądnej cenie) takich, na których nie byłby przedstawiony Spider-Man, Superman, gadający samochód lub inny masowy produkt pop-kultury jest szalenie trudne. Podobnie sytuacja przedstawiała się w przypadku wielu innych elementów garderoby. Niestety, w naszym wypadku wizerunek jakiejkolwiek postaci rysunkowej ze stajni wielkich amerykańskich korporacji skreśla dany ciuch z listy rozważanych opcji.


Wzbudzać strach?

Gdy zacząłem chodzić na spacery z naszym psem (a przygarnęliśmy zwierzę tuż po tym, gdy dowiedzieliśmy się, że oczekujemy narodzin syna), uderzyły mnie reakcje napotykanych dzieci na widok czworonoga. Wiele z nich reaguje totalną paniką. Już z odległości kilkunastu metrów zaczynają płakać i kurczowo chwytać się opiekuna do momentu, aż ich bezpiecznie nie miniemy.


Nie stawiaj granic

Popularne poglądy na temat granic w kontekście wychowania dzieci to jeden z tych przypadków, gdy generalnie słuszna obserwacja uległa w trakcie popularyzacji takiemu strywializowaniu, że całkowicie zmienił się jej pierwotny sens.

„Dziecku należy stawiać granice” słyszymy i wszystkie głowy od razu kiwają z aprobatą. „Granice dają im poczucie porządku i bezpieczeństwa”, słyszymy dalej i znów nikt nie widzi powodów do protestu. Tymczasem problem leży w malutkim słówku „stawiać”. Dziecku nie trzeba stawiać żadnych granic. Dziecku należy pokazać, jak należy poruszać się w świecie, w którym istnieją granice. Bo te granice już tam są i nie ma potrzeby ich specjalnie dla dziecka wymyślać.