Archive for Maj, 2013


Nie stawiaj granic

Popularne poglądy na temat granic w kontekście wychowania dzieci to jeden z tych przypadków, gdy generalnie słuszna obserwacja uległa w trakcie popularyzacji takiemu strywializowaniu, że całkowicie zmienił się jej pierwotny sens.

„Dziecku należy stawiać granice” słyszymy i wszystkie głowy od razu kiwają z aprobatą. „Granice dają im poczucie porządku i bezpieczeństwa”, słyszymy dalej i znów nikt nie widzi powodów do protestu. Tymczasem problem leży w malutkim słówku „stawiać”. Dziecku nie trzeba stawiać żadnych granic. Dziecku należy pokazać, jak należy poruszać się w świecie, w którym istnieją granice. Bo te granice już tam są i nie ma potrzeby ich specjalnie dla dziecka wymyślać.


Nie straszcie przyszłych rodziców!

Gdy oczekiwaliśmy urodzenia naszego pierwszego dziecka, słyszeliśmy prawie same ostrzeżenia i groźby: „Odpoczywajcie teraz, bo po urodzeniu nie będzie chwili wytchnienia”, „Poród to jednak straszny ból jest”, „Płacz, kupy, kolki, nieprzespane noce!”, „Gdy dziecko wreszcie zaśnie, czujesz się tak, jakby była Gwiazdka”. Dość byliśmy tym wszystkim przerażeni. Czy naprawdę jest aż tak źle?


Allo, Allo!

Rodzice pragną dać swojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa. Trudno tego nie pochwalić – także my naszemu synowi chcemy dać takie poczucie. Mam jednak poważne wątpliwości, czy jedno z najczęściej wybieranych narzędzi służących zapewnieniu tego bezpieczeństwa jest rzeczywiście tak uniwersalne i w każdej rodzinie niezbędne. Mówię tu o stałym rozkładzie dnia, rytuałach i rutynie. Mówię o poglądzie, że dziecku powinno się wyznaczyć stałe godziny snu, kąpieli, czytania książek a także stałe miejsca na poszczególne czynności.


Będzie bolało

W filmie Largo Winch 2 jest  taka scena, w której w apartamencie hotelowym przebywa matka z synkiem w wieku pewnie 3-4 lat. W jednym pokoju dziecko ogląda telewizję, a w drugim matka zostaje zamordowana. Dziecko w pewnym momencie orientuje się, że dawno nie widziało mamy i zaczyna chodzić po apartamencie wołając ją. Na początku spokojnie, z czasem coraz rozpaczliwiej. Oglądając tę scenę z Żoną jakieś pół roku po urodzeniu syna, oboje ledwo powstrzymaliśmy szloch. Długo potem jeszcze nie mogłem się z niej otrząsnąć. Po prostu odkąd urodził się Franek jakakolwiek myśl o krzywdzie dziecka jest dla nas nie do zniesienia.
Co dopiero myśl o krzywdzie naszego własnego syna. Gdy coś mu się stanie i robi tę charakterystyczną dla dzieci podkówkę – znak wielkiego smutku i wielkiej krzywdy, która go spotkała – po prostu uginają się pode mną nogi i czuję, że mógłbym zrobić wszystko, by oszczędzić mu bólu i cierpienia.


O piersiach

Kończąc może na razie temat odżywiania, napiszę jeszcze o karmieniu piersią. Jest w tym temacie kilka wątków, które warto poruszyć i kilka faktów, o których chciałbym, żeby mi powiedziano zanim urodził się Franek (a musiałem je potem odkryć sam).

Nie ulega wątpliwości, że karmienie piersią jest dla niemowlęcia dobre. Trudno sobie wyobrazić, by jakikolwiek przygotowany przez człowieka pokarm mógł być lepiej dostosowany do potrzeb dziecka niż to, co w toku ewolucji przygotowała dla niego natura. Uważam więc, że w ramach ogólnego promowania rozwiązań zdrowych, karmienie piersią powinno być popularyzowane. Czyli matki powinny być do takiego karmienia zachęcane przede wszystkim poprzez rzetelne informowanie o tym, jak to robić i jakie to ma pozytywne konsekwencje dla nich i dla dzieci.


Nie karm dziecka!

Gdy oczekiwaliśmy narodzin dziecka, jedną z niewielu rzeczy, o których myślałem z niechęcią patrząc w przyszłość, było karmienie niemowlaka. Nie wgłębiając się nigdy w temat, byłem przekonany, że koniecznym etapem na drodze do odchowania dziecka jest faza karmienia go przecierami, rozgotowanymi kaszkami i innymi tego rodzaju paćkami. Niestety, jedną z wielu moich słabości jest ta, że brzydzę się większości pokarmów o konsystencji brei.


Cukier krzepi?

Jednym z najbardziej irytujących mnie mitów na temat (wy)chowania małych dzieci jest, to, że należy im dawać słodycze. Uzasadnienia są różne: „bo bez tego nie będą miały prawdziwego dzieciństwa”, „bo przecież tak bardzo się cieszą”, „przecież muszą mieć jakąś radość z życia” itp. Gdy słyszę takie opowieści muszę się powstrzymywać, by nie odburknąć, że gdybyśmy dzieciom dawali kokainę też pewnie by się z tego cieszyły.


Zabawki

Dwie rzeczy, które kojarzą się natychmiast z dziećmi to zabawki i słodycze. Ze słodyczami rozprawię się w kolejnym wpisie, a teraz pochylmy się chwilę nad zabawkami. (Prawie) każdy dom, który widziałem, jeśli mieszkały w nim małe dzieci, cały usiany był zabawkami. Wszędzie mnóstwo rozczłonkowanych, plastikowych przedmiotów w jaskrawych, nienaturalnych kolorach. Często wydających brzydkie elektroniczne dźwięki, bardzo często będących w brzydki sposób upostaciowionymi (czy każdy samochód i samolot musi mieć oczy?!)