Rowerek

Wraz z nadejściem wiosny pośród śmigających na normalnych, dwukołowych rowerach ledwo odrośniętych od ziemi trzylatków spotykam też ciągle duże (czteroletnie? pięcioletnie? czasem chyba nawet starsze) smutne dzieci męczące się na rowerkach z dodatkowymi dwoma kółkami. Spotykam też zdyszane matki i wkurzonych ojców, którzy biegnąc za rowerem ze specjalnym drążkiem do nauki jazdy syczą zirytowani: „no pedałuj! Gdzie skręcasz?!”. Pamiętam, jakim stresem była dla mnie nauka jazdy na rowerze tymi metodami – żal mi tych dzieci. I ze względu na nie, postanowiłem opisać, w jaki sposób Franek zaczął jeździć na dwukołowym rowerku mając 3,5 roku. Nie będzie to jednak tekst typowo poradnikowy – wierzę, że przyjrzenie się temu, jak uczymy dzieci jeździć na rowerze może być pouczająca w szerszym kontekście.


Szczepienia

Nie powstrzymam się, by nie napisać kilku słów na temat szczepień. To temat, który ostatnio bardzo silnie polaryzuje opinię publiczną. Jak zresztą prawie każdy temat dotykający dzieci, budzi bardzo silne emocje. I mam wrażenie, że gdzieś w tej dyskusji gubi się rozsądek i empatia.


Nie kocha

Jedną z rzeczy, których instynktownie oczekujemy od dzieci, to to, że będą kochać. Kochać rodziców, rodzeństwo, dziadków a czasem – mam wrażenie – wszystko w ogóle. Nie ma na to we mnie zgody. Uważam, że miłości – podobnie, jak innych spraw – nie można i nie należy na siłę dziecku w gardło (czy serce) wciskać.


Cięcie cesarskie

Opiszę, jak wyglądało cięcie cesarskie, w wyniku którego w połowie marca urodziła się moja córka. Operacja miała miejsce w Szpitalu Św. Zofii przy ul. Żelaznej w Warszawie. Nie jest to w żadnym wypadku rzetelna naukowa informacja na temat cięć cesarskich. Nie badałem tematu dokładnie, nie jestem lekarzem, nie wiem, jak wygląda ta operacja w innych szpitalach – być może są różnice nawet w tym samym szpitalu zależnie od zespołu, który akurat pracuje. Niemniej, mam nadzieję, że szczegółowy opis tego, jak to wyglądało z naszej perspektywy pomoże lepiej przygotować się do porodu tą drogą rodzinom, które czeka takie doświadczenie.


Poród i pierwsze dni po narodzinach

No i stało się – powiększyła się nam rodzina. Nasz syn Franciszek ma młodszą siostrę Łucję. Cieszymy się ogromnie wszyscy. Żona i córka są już od tygodnia w domu, powoli przyzwyczajamy się do nowej sytuacji. Fascynujące jest obserwowanie reakcji Franka na siostrę – z pewnością wkrótce o nich napiszę.

Najpierw jednak chciałbym zrzucić z siebie trochę emocji i wrażeń związanych z porodem oraz pobytem dziewczyn w szpitalu.


Rodzeństwo

Bracia i siostry w Rodzicielstwie Bliskości – muszę złożyć samokrytykę. Myślałem, że po czterech latach walki o sensowne wychowanie mojego syna nie dam się już zaskoczyć. Tymczasem okazuje się, że straciłem rewolucyjną czujność. Dałem się podejść i znów pozwoliłem, by reakcyjna narracja narzuciła mi sposób myślenia o dziecku. Na szczęście w porę mój własny czteroletni syn pomógł mi wrócić na właściwą ścieżkę.


Język tresury

Czterolatek już coraz bardziej przypomina dorosłego człowieka. Fizycznie – nadal niski, ale już z bardziej dorosłymi proporcjami i rysami twarzy. Mówi już bardzo sprawnie, więc można porozmawiać na wiele tematów. Coraz szerzej bierze udział w życiu społecznycm. Gwałtownie wzrasta więc – w porównaniu do poprzednich lat – presja otoczenia na to, by zachowywał się „jak dorosły”. „Jak dorosły”, czyli grzecznie, posłusznie i zgodnie z oczekiwaniami starszych.


Minął rok (czyli kilka informacji organizacyjnych)

Ponieważ od mojego ostatniego artykułu minął więcej, niż rok, myślę, że powinienem zacząć od kilku informacji organizacyjnych.
Niepostrzeżenie, Franek – nasz syn – ze słodkiego prawie trzylatka przeistoczył się w słodkiego ponad czterolatka. Oznacza to, że jest już naprawdę poważnym dżentelmenem – wyraźnie poszerza pole swojej niezależności od rodziców, chodzi do przedszkola – coraz częściej sam mierzy się z zewnętrznym światem. Trudniej nam teraz chronić go przed wpływami, które uważamy za szkodliwe, ale też wiemy, że coraz lepiej umie bronić się przed nimi sam. Co, oczywiście nie zmienia faktu, że nadal jesteśmy zdeterminowani, by bronić go przed poważniejszymi zagrożeniami i przemocą, przed którą sam nie jest się jeszcze w stanie obronić.


Pochwały

Uwielbiam być chwalony. Nie cierpię być chwalony. Uwielbiam i nie cierpię zarazem. Z jednej strony gdzieś głęboko w brzuchu rozchodzi się rozkoszne ciepełko, gdy słyszę, że ktoś mnie chwali. Czuję się bosko, gdy ktoś docenia moje liczne zalety: nieprzeciętny intelekt, sprawność wymowy, celne obserwacje i wspaniałe poczucie humoru. Z drugiej strony, nie mogę znieść tego, jak słodki syrop pochwał oblepia i zamula mi mózg. Jak utrudnia uzyskanie trzeźwego obrazu sytuacji, jak zaburza moje postrzeganie osoby, która mnie chwali. W końcu, jak wpływa na podejmowane przeze mnie decyzje.


Grupa

Pamiętam, że ktoś, z kim kiedyś toczyłem wiecznie powracającą dyskusję na temat tego, czy jedynactwo negatywnie wpływa na wychowanie dziecka, stwierdził: „Nie mam nic do jedynaków. Denerwują mnie za to strasznie rodzice jedynaków, którzy na placach zabaw biegają za dziećmi i popychają je co i rusz w stronę kolegów nerwowo zachęcając: no idź, pobaw się z nimi”. Sam jestem jedynakiem, więc zapewne nie jestem obiektywny, ale nie – jestem przekonany, że jedynactwo nie sprawia, że człowiek staje się bardziej samolubny lub pod jakimś względem gorszy. Za to wpajanie dziecku od najmłodszych lat, że ważne jest uzyskanie akceptacji koleżanek i kolegów już wydaje mi się być mocno ryzykowne.